×

Wiadomość

Failed loading XML...

 

logo

Opony i ich wypełnienie pozwalające je napompować - temat niby prosty, w kontekście rozważań i dywagacji dla wielu wręcz nieistniejący, bo przecież każda opona musi być czymś wypchana...i najlepiej żeby było to powietrze, które domyślnie więzi butylowa dętka. Czy jest to jedyne słuszne rozwiązanie? Zobaczymy!

Mateusz Nabiałczyk

Najsamprzód warto podkreślić, że wcześniej nie śmigałem na jakichkolwiek systemach bezdętkowych i do tematu tubeless podchodziłem bardzo sceptycznie. Dlaczego? Przede wszystkim masa opon bezpośrednio dedykowanych do bezdętki grubo przekracza ekwiwalent butylówki ze zwykłą zwijanką. Rzecz jasna można zainwestować w coś z dynamicznie rozwijającego się segmentu Tubeless Ready oznaczanego przez producentów różnymi skrótami typu 2Bliss, TLR, czy też TNT, ale takie gumy różnią się w zasadzie jedynie specjalną stopką, która ma niby poprawic szczelność na rantach i zapobiegać spadaniu z obręczy.  Co prawda nie wiąże się to z dowiązaniem do kół dodatkowych 500g, ale ciutkę większa masa gum+mleczko daje na wadze ten sam rezultat, co konwencjonalne rozwiązanie. W praktyce podobno każdą zwykłą oponę da się uszczelnić, kwestia tylko czasu i cierpliwości.

Oczywiście na potrzeby testu idziemy może nie po bandzie, ale dość ostro - najzwyklejsze kevlarówki WTB Vulpine 29x2.1.

A co z głównymi bohaterami? Ano są i kiedy trzeba zaklejają! Tak się złożyło, że ze wszech stron mleko zalało...nabiała. Temu też test porównawczy, do którego wystawiono renomowany preparat szwajcarskiej firmy Eclipse oraz będący w fazie testów i ciągłych udoskonaleń twór z polskiej ziemi autorstwa forumowego kolegi Leo1.

Muszę przyznać, że o ile płyn słynącej z niesamowitych dętek marki już samym opakowaniem i dbałością o detale wzbudził we mnie zaufanie, tak chałpniczo przygotowana mikstura potęgowała obawy, czy to w ogole ma prawo się udać. Nie pomagał mi w tym fakt, że Szwajcarzy przez lata optymalizowali w laboratoriach skład białej substancji, a naprzeciw nich stanął pasjonat z zacięciem, skopiował skład Stana, dodał modyfikator lepkości i skwitował, iż żadna z tego filozofia.

eclipse_VLDo przekonwertowania dziurawych Maviców TN719 posłużył mi iście profesjonalny zestaw - mocna taśma DUCT o idealnie pasującej szerokości 25mm (całe 10 PLN za rolkę 25m) uzupełniona w jednym przypadku o podkład z dwustronnej taśmy Eclipse (na którą powinno się przykleić znajdującą się w zestawie gumową opaskę...niestety nie ma ich pod 29") i specjalny wentyl posiadający uszczelnienia z obu stron i wykręcany zawór. Uzupełnieniem zestawu 'Do It Yourself' był wycięty ze starej dętki wentyl presta, na który naklejono dodatkową warstwę taśmy.

DSCF2047DSCF2055

Po przygotowaniu kół przyszedł czas na długo wyczekiwany moment próby uszczelnienia opon. Jako, że to mój debiut, to na pierwszy ogień poszedł Eclipse.

DSCF2048Po nałożeniu Vulpina i wykręceniu zaworu objechałem ranty  misternie przygotowywanymi mydlinami. Pozostała tylko aplikacja mleczka. Drobna pierdółka, a cieszy - nie dość, że mamy idealnie odmierzone 80ml, to jeszcze buteleczka zakończona jest specjalnym dzióbkiem, który ułatwia zadanie. Kilkanaście obrotów kołem w celu stworzenia swego rodzaju płaszcza i do akcji wkracza kompresor. Dosłownie natychmiast opona łapie ciśnienie. Pomimo uwrażliwienia mnie przez bardziej doświadczonych użytkowników  nie znajduję żadnego miejsca na rantach, które wymagałoby ekstra doszczelniania. Chwila kręcenia kołem i do leżakowania na płaskiej misce. Po kilku godzinach zmiana strony i rano pomiar ciśnienia wskazuje pierwotnie zadane 2,5 bara. Myślę sobie "a ile to się naczytałem o arcytrudnych bojach przy uszczelnianiu zwijanek". Poszło śmiesznie łatwo, ciekawe co z alternatywnym setem.

Procedura ta sama, co poprzednio, guma WTB zaskakuje z lekkim opóźnieniem, ale czy kilka sekund ma znaczenie? Po chwili zaczynają się lekkie, acz przewidywalne schody. Pojawia się kilka sączących punktów na styku obręczy ze stopką. Po kilku minutach wszystko opanowane, niepokoi jedynie fakt, że wokół wentyla widnieje delikatna obwódka z białej mazi. Na miskę.  Niestety powietrze schodzi poniżej bara, dopompowuje i odwracam na 2 bok...to samo.  Dopiero przy ściąganiu opony zauważam, że DUCT na końcu lekko się odkleja, jest też różnica w gęstości między produktem Leo1 a Eclipsem. Ten pierwszy jest wyraźnie gęstszy. Dla pewnego swego zawór 'z odzysku' zamieniam na Eclipsa, a samo mleko rozcieńczam wodą i wlewam 80ml. Ciśnienie łapie nieco szybciej, mniej ognisk piany...od razu wiadomo, że będzie lepiej. I rzeczywiście, jak się później okazuje, udało się!

Pompuję 1,5/2,0 i ruszam w świat. Początkowo gibam się po przeszkodach pochodzenia antropogenicznego, bo i strach dalej od domu odjechać i już na pierwszym krawężniku okazuje się, że poszło jakoś tak gładko, płynnie! Próg spowalniający na drodze osiedlowej? Od dzisiaj tego nie przeskakuje, bo szkoda sił i starań. Po godzinie ciśnienie bez zmian, a ja z coraz to większym rogalem na twarzy.

Kolejną rundę zaczynam od grubawych szutrów, po których jadę niemal tak, jak po równiutko ułożonej kostce. Po prostu szok. Wjeżdżam w las i celowo lecę na najbardziej wredne sekcje korzeni, po których dosłownie przepływam. Tego po prostu nie da się opisać! Co prawda masa rotowana jest niemal identyczna, jak w przypadku lekkich dętek 130gram, ale na nierównościach nic nie wybija mnie z rytmu, więc w efekcie jadę płynniej i szybciej! A do tego wszystkiego samoczynne uszczelnianie, choć przyznam, że jakoś nie miałem serca wbijać różnych szpikulców wzorem filmików Stana.

Na krystalizujący moje stanowisko w sprawie wypad ruszam na ciśnieniu 1,3/1,8 bara, co przy moich 85kg zaczyna budzić kontrowersje. Co mogę powiedzieć? Wiele, ale najlepiej chyba będzie, jeśli skwituję to krótko - jeśli jeszcze śmigacie na dętkach, to przeróbcie swoje koła na tubelessy jeszcze dziś, bo dalsze męczenie się nie ma sensu, o ile ktoś nie ma masochistycznych zapędów.

Jaki produkt wybrać? Zależnie od funduszy, ale jak pokazał test - albo 'pan zapłaci' i ma głowę spokojną, albo decydujemy się na kosztującą około 35 PLN/litr polską inwencję i samodzielnie usiłujemy skompletować zestaw, który pozwoli nam osiągnąć sukces. Istotnym jest, że substancji Leo1 tak naprawdę już niewiele brakuje, by móc w pełni zadowolić każdego bikera i cieszyć się uszczelniaczem, którego stosowanie w perspektywie czasu w wielu przypadkach okaże się tańsze, aniżeli dętki, gdyż za cenę litra mamy 2 dobre butylówki, a literek starczy nam na conajmniej rok i to przy dość częstych zmianach opon, wysokiej temperaturze i innych negatywnych czynnikach. Z drugiej strony jednak wydaje mi się, że na początek lepiej jest kupić brandowany zestaw do konwersji by mieć spokojną głowę, tym bardziej, że gdy policzymy cenę wentyli, taśm i mleczka, to okazuje się, że wbrew pozorom nie jest to żadne zdzierstwo.

Reasumując, śmieję się sobie w twarz, że tak długo zwlekałem z podjęciem tej jakże słusznej decyzji i dziękuję dystrybutorowi produktów marki Eclipse - firmie Biketires oraz Leo1 za przekazanie mi bodźców w postaci odpowiednich komponentów. Moje ręce, tyłek i kręgosłup są Wam dozgonnie wdzięczne!

 

UPDATE

Przez ponad 500km oba uszczelniacze sprawdzały się bez zastrzeżeń - 0 strat powietrza, 0 kapci i błogi stan wyizolowania od drobnych, acz potrafiacych denerwować, nierowności. Przyszedł czas rozebrać zestawy i sprawdzić, co dzieje się w środku. Moim oczom ukazał się taki oto obraz...

porownanie

Nawet ci obdarzeni niezbyt wyostrzonym wzrokiem od razu zauważą, iż różnica jest znaczna. 

Na górze znajduje się opona zalana mlekiem Eclipse, a na dole Leo1. Słowem komentarza: szwajcarska maź trzyma pierwotną konsystencję, około 80% w dalszym ciągu pływało i nadawało się do wtórnego użycia. Opona zeszła gładko, taśma Duct wbrew pierwotnym obawom trzyma się świetnie. Natomiast koncept forumowego kolegi mocno skleił połączenie opony z felgą...do tego stopnia, że próba rozdzielenia co prawda zakończyła się sukcesem, ale przy okazji ucierpiała srebrna opaska, która na końcowym odcinku nieco się odkleiła. Po prostu trzymała mocniej zaschniętego uszczelniacza, niż felgi. Na całym obwodzie utworzył się biały osad, raptem 1/4 wlanej objętości w dalszym ciągu pracowała - była w stanie płynnym. 

Nie wiem, jaki widok zastałbym w przypadku miesięcznej zwłoki, ale wnioski są jednoznaczne. Firmowa mikstura trzyma parametry i jednorodną konsystencję, co pozwala pozostawać jej w gotowości do działania przez dłuższy czas. Pilotarzówka Leo1 cierpi na gubienie struktury koloidu, wytrącanie osadu, czy też podatność na wysychanie. Zwał, jak zwał. Mleko wymaga rozcieńczenia i poświęcenia większej uwagi temu, by pozostawało jednorodną mieszaniną.