http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/imprezy/2014/PolandBike-Konstancin/PB_Konstancin_1.jpg

Na płaskim Mazowszu nie jest wcale łatwo znaleźć ciekawe miejsca aby podciągnąć się technicznie. Wawer jest jednym z tych miejsc, które choć trochę daje nam poczuć, że jeździmy na rowerach MTB. Właśnie w tym miejscu po raz kolejny miał odbyć się finał LOTTO Poland Bike Marathon. Sprawdziliśmy jak było.

Piotr Wrotek

 

 

Fakt, że ostatni wyścig cyklu Poland Bike miał się odbyć w położonym ok 17km od mojego domu Wawrze zmusił mnie, abym w końcu ruszył swoje cztery litery i odwiedził drugą stronę Wisły. Sporo słyszałem o tamtejszych trasach rowerowych, a w szczególności o szlaku mtb, którego nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać. Dla mnie, mieszkańca płaskiego Mazowsza takie miejsca są na wagę złota. Czarny szlak mtb w lasach MPK okazał się rewelacyjnym miejscem, w którym można nie tylko kręcić dla samej kondycji, jak również liznąć ciut techniki. Wiedząc, że w sporej mierze tamtędy będzie poprowadzona trasa nie mogłem doczekać się startu, który zapowiadał się bardzo atrakcyjnie.

PolandBike-Wawer-Trasa

 

Miasteczko zawodów zlokalizowano na terenie zespołu hotelarskiego „Patron”, tuż obok Centrum Zdrowia Dziecka. Sporo miejsca do parkowania, rozstawienia się z własnymi klamotami i rozgrzania w doborowym towarzystwie. Zapowiadała się rekordowa frekwencja, więc żeby uniknąć kolejek, formalności załatwiłem dzień wcześniej.

Tego dnia, w Wawrze według organizatorów pojawiło się prawie 1200 uczestników. Startowałem z trzeciego sektora na krótszym dystansie 27 km i lekko obawiałem się o tłok na trasie i przepychanki z uwagi na to, że na większej części trasy miało być wąsko i raczej brak miejsc do wyprzedzania.

W tym roku debiutowałem w Poland Bike i praktycznie przeszedłem przez wszystkie sektory od ósmego do trzeciego. Start z trzeciego sektora zdecydowanie różni się od startu z sektora np. szóstego. Jest ciśnienie i walka o pozycję od samego początku, ale również widać to, że tutaj więcej osób stawia na dłuższy dystans i raczej rozkłada siły. Przez matę startową przejechałem prawie ostatni. Wszystko przez buzującą adrenalinę u jednego z uczestników, który próbował wcisnąć się w lukę przede mną, gdzie miejsca za wiele nie było. Zamiast zyskać kilka pozycji unikał uderzenia w zawodników z przodu i wpasował się w barierkę, zmuszając mnie do całkowitego zatrzymania. Wkurzony takim rozwojem wypadków ruszyłem dalej.

Pogoda do ścigania była wspaniała tego dnia. Ani za zimno, ani za ciepło. Lekko pochmurnie, ale bez ryzyka deszczu. Uroku trasie dodawały piękne barwy jesieni, a że prawie cała była zlokalizowana w lesie, w którym nie brakuje drzew liściastych, to było naprawdę kolorowo, również dzięki strojom kolarskim. Pierwsze kilometry to masa kurzu i utrzymywanie się w swoim sektorze pomimo tego, że było szeroko i można było wyprzedzać. Nie starczyło jednak mocy i wyszło na to, że nie tylko „na papierze” jestem w ogonie trzeciego sektora.

PolandBike Wawer Na trasie

Fot. Zbigniew Świderski

 

Po jakimś czasie, gdy zaczęły się single, udało mi się dogonić zawodnika Świat Rowerów Raleigh Team, z którym uciąłem sobie miłą pogawędkę jeszcze przed startem. Utworzyła się czteroosobowa grupa i od tej pory, lepiej lub gorzej, współpracując jechaliśmy dalej. Niestety po jakimś czasie większość nowych kolegów odbiła na max, ja zostałem na mini. Po rozjeździe stało się bardzo pusto, luźno i przyjemnie. Trzeba było znaleźć kolejny "intercity", do którego można by się podczepić. Gdzieś na horyzoncie pojawiło się dwóch zawodników, których postanowiłem gonić. Miodność trasy powodowała, że pogoń była prawdziwą frajdą.

Im dalej w las, tym udawało mi się podkręcic mocniej tempo i powoli, powoli wyprzedzać. Nie było to łatwe, bo na trasie miejsca było mało i trzeba było mieć naprawdę silną nogę, aby wykorzystać krótkie odcinki do przejścia o pozycję wyżej. Tym razem nie było absolutnie żadnych problemów z ustępowaniem. Hasło lewa/prawa działało skutecznie i wyprzedzani uczestnicy nie stwarzali kłopotów.

Całą trasę można by podsumować, parafrazując jednego ze znanych polityków: „piach, dupa i korzeni kupa”. Było sporo piachu, sporo korzeni, ale wszystko to dawało sporo frajdy. Trasa mocno interwałowa. Zdaje sobie sprawę, że ktoś, kto trenuje na co dzień w górach pewnie śmieje się lekko pod wąsem, czytając o interwałowej trasie, ale tak. Krótkie podjazdy i zjazdy, wydmy powodowały, że zmieniarka biegów pracowała bardzo często.

PolandBike Wawer Finisz

Fot. Zbigniew Świderski

 

Do mety dojechałem jako 125. na dystansie Mini. Pomimo tego, że miejsce jedno z lepszych w tym sezonie, to czas względem zwycięzcy nie był już tak rewelacyjny. Widać, że czołówka musiała bardzo, bardzo mocno cisnąć. W kategorii wiekowej M3 zająłem miejsce 43/174.

Kolejny raz udało się uniknąć wpadek technicznych. Testowane opony Rubena Charybdis Tubeless Supra sprawdziły się znakomicie i nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Trasa jak na Mazowsze rewelacyjna. Mało było momentów kiedy można było puścić kierownicę i trzeba było kilkukrotnie wyrzucić tyłek za siodło, co na nizinnych maratonach wcale nie jest takie oczywiste :). Niestety nie zostałem na imprezie rozdania nagród. Dokuczał ostry ból zatok i dodatkowo wzywały obowiązki domowe. Ten wyścig zamknął mój bardzo udany sezon zmartwychwstania i powrotu do jeżdżenia na rowerze po chwilowej rozłące. A Wy? Ktoś z Was był, jechał i tak samo zadowolony?

 

Tagi Lotto, Poland Bike, Wawer, 29er, relacja z maratonu, zawody rowerowe