http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/imprezy/2014/PolandBike-Piaseczno/10393680_818153084883464_4178486698318548344_n.jpg

Poland Bike po bardzo udanym debiucie w Rembertowie postawił sobie bardzo ambitne zadanie wytyczenia trasy wyścigowej w gminie Piaseczno, która będzie atrakcyjniejsza od trasy konkurencyjnego cyklu. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy trasa była lepsza, bo nie startowałem nigdy w Piasecznie, ale umiem odpowiedzieć czy było warto? O tym poniżej.

Piotr Wrotek

Miasteczko ulokowane było w Zalesiu Górnym na terenie OW Wisła. Zakończyć wakacje na sportowo razem z Poland Bike postanowiło ponad 800 osób. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę bardzo niepewną pogodę. Samo położenie miasteczka spowodowało, że było ciaśniej niż zazwyczaj. Jednak przesadnego tłoku nie było i takie sprawy, jak opłacenie startu załatwiało się znacznie szybciej niż zazwyczaj.

Odbiegając trochę od zasadniczego tematu, to sam ośrodek Wisła to sporo wspomnień z mojego dzieciństwa. Baseny, wypożyczalnia sprzętu wodnego to były atrakcje, które zapewniali mi moi rodzice w gorące, letnie weekendy, kiedy nie dało się wyjechać gdzieś dalej. A, że paliwo było na kartki to rzadko się dało, więc pozostawało urokliwe Zalesie. Miejsce na tyle wyryło się w mojej psychice, że sam teraz zabieram tam swoje latorośle na spacery po lesie. Tym, którzy zamieszkują południowe obszary Warszawy miejsce serdecznie polecam. Sam ośrodek podupadł ostatnimi czasy, lecz teraz ma nowych właścicieli, których pierwsze kroki wyglądają bardzo obiecująco. No, ale nie odbiegajmy od tematu J

Okolice znam bardzo dobrze i wiem, że na tych terenach nawet bez opadów bywa błotniście. Tymczasem na moim przednim kole miesiąc wcześniej zawitał testowany Vee Rubber Flying V. Model, którego recenzję niebawem Wam przedstawię. Świetnie zachowuje się na twardym i suchym podłożu. Jednak pomimo deszczowego sierpnia nie miałem okazji pojeździć na tej gumie na błocie, więc uznałem, że teraz będzie najlepsza okazja. W celu uniknięcia zbyt wielkiego wpływu wyboru ogumienia na wynik końcowy zasięgnąłem opinii internautów, co też użytkownicy wypisują o tym tajskim produkcie i przede wszystkim jego zachowaniu w warunkach co najmniej podmokłych. Okazało się, że wg niektórych, ta opona radzi sobie na błocie lepiej niż się spodziewali. Ja mimo wszystko patrząc na nią oczekiwałem sporych kłopotów J No i faktycznie nie zawiodłem się - w moim przypadku Flying V okazało się być „Falling V”...dwukrotnie J.

10393680 818153084883464 4178486698318548344 n

Fot. Artur Machnik / naszosie.pl

Startowałem z piątego sektora ponownie z mocnym postanowieniem przebicia się oczko wyżej. Start lekko opóźnił się, gdyż okazało się, że na metę zaczął wjeżdżać jeden z młodszych uczestników, rywalizujący na dystancie Fan (9 km). Musiał przebić się przez łamaną startową, na której ustawieni już byli zawodnicy. Fenomenalnie zachowali się uczestnicy wyścigu „dla dorosłych”J Czekający na start rozstąpili się jak morze przed Mojżeszem i utworzyli swoisty szpaler. Oklaski i okrzyki zachęty wprowadziły malucha na metę. Bardzo przyjemny gest, który na pewno dla młodego uczestnikach pozostanie ciepłym wspomnieniem na wiele kolarskich sezonów.

 PB Piaseczno

Fot. Maria Półtorak

Moje starty zazwyczaj są bardzo powolne. Ruszam niczym Polonez zapakowany na wakacje i zatankowany trefnym paliwem. Tym razem było inaczej. Od samego początku nogi rwały się do pedałowania, a palce do wrzucania kolejnego biegu. Tym razem organizm ładnie wskoczył na obroty. I tak było do samego końca.

Sama trasa, jak to na Mazowszu, bywa płaska, płaska i jeszcze raz płaska. No, ale to nie jest wina Poland Bike tylko natury, że tak nam to Mazowsze ukształtowała. To, co trzeba przyznać organizatorom Poland Bike, że i tak z tych terenów, otaczających Warszawę udaje im się wycisnąć za każdym razem bardzo dużo. Tak też było tym razem. Na trasie sporo twardych duktów, kilka kilometrów asfaltu, ale i tak nie sposób było się nudzić.

Początek bardzo szeroki i szybki. Pomimo tego, że pierwsze kilometry nie były sprawdzianem techniki było zadziwiająco dużo wypadków. Po obu stronach trasy widziałem ludzi niosących rowery z powyginanymi kołami lub siedzących uczestników opatrujących rany.  Kilka zderzeń i samodzielnych upadków. Generalnie krajobraz jak po bitwie. To, co budujące, że jest sporo osób, które zapominają w takich chwilach o własnym wyniku i niosą pomoc. Na szóstym lub siódmym kilometrze należało podjąć decyzję, czy jedzie się dystans krótszy czy dłuższy. Jestem zaskoczony, że tutaj nie było większych kraks, gdyż jadąc bardzo szeroką trasą często osoby, chcące skręcić w prawo jechały po lewej, a chcące skręcić w lewo po prawej. W grupce, w której ja jechałem wszyscy przetasowali się momentalnie przed samym skrętem, ale było lekko ryzykownie J.

Kolejne kilometry to znacznie przyjemniejsze szerokie trasy po lasach Chojnowskiego Parku. Tutaj jechało się już bardzo przyjemnie. Cisnąłem z kilkuosobową grupką czasem dając koło a czasem czerpiąc korzyści z jechania za kimś. Dobre tempo, dobra pogoda, zero problemów technicznych i świetne samopoczucie. Czego można chcieć więcej J

Żeby jednak nie było tak wesoło to pojawiła się drobna skaza. Kilka fragmentów trasy to lekkie lub ciut większe błotko. Błoto, z którym nawet Racing Ralph by sobie jako tako poradził, jednak testowany Vee Rubber tutaj wymiękł, o czym wspomniałem w obszernym wstępie. Zaczęły się tańce, koziołki i inne swawole. Rower zachowywał się jakbym jechał po lodzie w slickach. To, co udało mi się zyskać na suchym gruncie, to traciłem na błocie. Dwie gleby zaowocowały tym, że objechali mnie Ci, których chwile wcześniej wyprzedziłem.

Rewelacyjna była końcówka. Ścieżka dydaktyczna za tzw. „Zimnymi Dołami” stała się na okoliczność LOTTO Poland Bike bardzo przyjemnym singlem. Prosta wydawałoby się przeprawa przez mostek pochłonęła sporo ofiar, których szerokie kierownice utkwiły gdzieś między barierkami a twarz witała się z przednim kołem. Sam finisz to również fajny singielek, który był prawdziwą wisienką na torcie.

PB Piaseczno 2014

Fot. Maria Lipowiecka 

Wyścig ukończyłem na miejscu 141/321. Dzięki temu zrealizowałem cel na ostatni sierpniowy weekend, czyli udało się awansować do IV sektora J Jestem zadowolony.

Zatem do czego można by się przyczepić? Na pewno Chojnowski Park ma potencjał, żeby popracować jeszcze nad trasą. W jednym miejscu, w końcówce wyścigu przydałaby się tabliczka „uwaga”. Nieprzyjemny rów przecinający szybką ścieżkę mógł w pewnych sytuacjach być niebezpieczny i spowodować utratę zdrowia lub, co gorsza, amortyzatora. Wierzę, że ekipa Poland Bike zawita jeszcze do Piaseczna i z kolejnymi latami będzie coraz lepiej.

Kwestią, która dla niektórych ma spore znaczenie jest brak zdjęć Zbyszka Świderskiego. Zdjęcia Artura Machnika nie są złe, ale styl i liczba zdjęć pana Świderskiego są pewnym już nieodłącznym elementem Poland Bike, który ciężko zastąpić. Ci, którzy odwiedzają forum i mają konta na fb mogą obejrzeć zdjęcia zrobione przez Marię Lipowiecką, które ja osobiście bardzo lubię i cenię.

Jako, że był to debiut Poland Bike w Piasecznie to i tak należy ocenić całość na „bardzo dobry”. Z każdym kolejnym wyścigiem cyklu organizowanym przez Pana Wajsa coraz bardziej smakuje mi „kolarski makaron”. Boję się, że kiedyś zacznę przyjeżdżać nie dla wyścigu tylko dla niego właśnie. Catering na piątkę z plusem.

Reasumując :) wyścig bardzo udany. Jestem zadowolony zarówno z samego wyniku jak i organizacji. Pogoda dopisała, nie było najmniejszych awarii czy dolegliwości sprzętowych. A Wy? Ktoś z Was jechał PB Piaseczno i ma podobne odczucia?

 

Tagi Lotto, Poland Bike, Piaseczno, Zalesie, 29er, relacja z maratonu, zawody rowerowe, Team29er, maratony mtb