wapid1

Po przełożeniu z powodu powodzi maratonu w Wieluniu przyszła pora na malowniczo położony, z pięknymi widokami, kurort Polanicę Zdrój. Sobota, 5 czerwca – po wielodniowych opadach deszczu to pierwszy ciepły i słoneczny dzień, ale nie ma się co łudzić, że w lesie nie będzie błota i wody. Już sygnały od organizatora i miejscowych bikerów mówią o sporych ilościach lepkiej mazi. Polanica wita uczestników pięknym słońcem na obiekcie MOSiR i opłatą parkingową w wysokości 10 zł, na co gremialnie złorzeczą prawie wszyscy zmotoryzowani uczestnicy. Czas na krótkie rozeznanie obiektu i przygotowanie z rozgrzewką przed startem. Tegoroczną trasę zmieniono w celu wyeliminowania wąskich gardeł z roku ubiegłego na rzecz asfaltowo-brukowych uliczek prowadzących do wjazdu na leśne trakty. Pozwoliło to tradycyjnie rozciągnąć i posortować stawkę. Cały czas pod górę, prawie 12 km. Podłoże jest twarde, wiec błotko jest bardziej brudzące niż utrudniające jazdę. Monotonna i nudna jazda pod górę nie wskazywała nic na czekające dalej atrakcje. Po punkcie żywieniowym i rozjeździe dystansów nastąpił etap „niby” zjazdu do mety.

 

 

Tu już trochę technicznie gorzej lub inaczej, lepiej bo pierwszy odcinek trasy był nudny. Kamienisty długi zjazd mocno dał się we znaki wielu, ręce wielokrotnie odmawiały posłuszeństwa. Też poczułem przy dużej prędkości te dolegliwości i gdyby zjazd miałby potrwać dłużej, chyba musiałbym dać chwilę wytchnienia dłoniom. To wszystko jest niczym, w porównaniu do tego, co czekało na ostatnim zjeździe przed metą. To ponoć kultowy odcinek polanickiego MTB, w który doskonale wpisały się ostatnie deszcze. Zjazd śliską rynną i przebijanie się przez poletka błotnej masy to atrakcje, które zaskoczyły wielu uczestników. Sam doświadczony zdzieszowickim błotem i jazdą figurową po błocie założyłem grube klockowe opony Michelin AT/XC i na pojeździe psioczyłem sam do siebie, że coś lżejszego na kołach byłoby lepsze, bo nie jest tak źle z tym błotem.

 

 

wapid1

Ale … właśnie okazało się, że na tym krótkim odcinku okazały się zbawienne. Przejechałem ten odcinek szybko i bez problemów. Wielu zawodników miało problemy, było dużo upadków i kontuzje. Na mecie mój rower ważył chyba kilka kilogramów więcej, na mnie zaś warstwa błota stanowiła mniejszy udział procentowy ;) Na mecie dalej upalnie, spoglądam na wyniki – 197 miejsce, więc pora się z lekka zregenerować.

Wyniki na stronie http://www.bikemaraton.com.pl . Maraton zapowiadał się po pierwszej połowie nudny i „mniej” MTB, ale końcówka zmieniła moją ostateczną ocenę. Poza tym widoczki i sama Polanica z jej Wielką Pieniawą na pokrzepienie ciała wynagradza wszystko. W sumie ciekawy wyścig, tradycyjnie dobra organizacja i na starcie ok. 1000 zawodników.

Ryszard Biniek