http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/inne/maja/maja-wloszczowska_120.jpg

My krzyknęliśmy znane polskie "Yes, yes, yes!!!" Andrea Merkel z pewnością zaklęła szpetnie "Oh Scheiße". Brama brandenburska zaś nic nie powiedziała, tylko sama się przymknęła, gdy dziś Maja Włoszczowska jako pierwsza przekroczyła linię mety w niemieckim Münsingen!

Michał Śmieszek

Nie były to co prawda zawody Pucharu Świata lecz wiosenny klasyk niemieckiej Bundesligi MTB. Niemniej wyścig kobiet w kategorii Elita był wyjątkowo mocno obsadzony. Udział wzięły czołowe zawodniczki Pucharu Świata, między innymi Gunn Rita Dhale Flesja oraz Irina Kalientieva. Ale to właśnie Majka jak zwykle w sobie (i nam) znanym pięknym stylu pokazała, kto jest najlepszy. 

maja-wloszczowska-01

Wyścig przebiegał w emocjonującej atmosferze. Tuż po starcie doszło do kraksy w której uczestniczyła i de facto najbardziej ucierpiała obecne Mistrzyni Olimpijska, Jullie Bresset (BH Suntour). Niestety odwieziono ją, z podejrzeniem złamania obojczyka, do szpitala. Na nieszczęściu uczestniczek kraksy skorzystały między innymi zawodniczki ekipy Giant. Klubowa koleżanka Mai Włoszczowskiej, Jolanda Neff objęłą prowadzenie Nie na długo - po odcięciu prądu na czoło na czoło wysunęła się nasza mistrzyni. Majka jechała przez większą część trasy samotnie utrzymując kilkunasto sekundową przewagę nad rywalkami. Kolejne pięć rund padło jej łupem - rywalki dziś nie miały szans. W efekcie Polka przekroczyłą metę aż z 24 sekundową przewagą nad Adelheid Morath (Sabine-Spitz Haibike Pro Team). Trzecia, ze stratą 1:29 przyjechała Alexandra Engen (Ghost Racing Team). Warto odnotować 12 miejsce Pauli Goryckiej (4F E-Vive racing Team), która do Włoszczowskiej straciła ponad 8 minut.

MajaW 1

Tuż po zawodach Maja nie kryła zadowolenia z osiągniętego dziś sukcesu: 

„Myślę, że Morath była dziś silniejsza ode mnie na podjazdach, ale ja miałam przewagę na odcinkach technicznych. To cieszy mnie szczególnie, ponieważ miałam pewne obawy, jak po mojej kontuzji poradzę sobie z takimi sekcjami” – powiedziała po wyścigu Włoszczowska, „tak naprawdę to moje pierwsze ważne zwycięstwo od poprzedniego lata i byłam trochę zdenerwowana przed wyścigiem. A obsada była tylko trochę gorsza niż na Pucharze Świata” – przyznała zwyciężczyni."

To jej drugie zwycięstwo z rzędu po zeszłotygodniowym triumfie w hiszpańskim Jerez de la Frontera.Tym samym Majka potwierdziła niepodważalnie, że oprócz pięknego sportowego ciala i pupy posiada także talent i wysoką formę...Krótko mówiąc "I am back, baby!". Maja wróciła na szczyt! Można zatem śmiało powiedzieć, że zmiana barw i przesiadka na "gigantycznego" 29era nie odbiły się negatywnie na formie. Ale to nie jedyny pozytywny aspekt. Koniecznie trzeba powiedzieć, że dziś debiutował nowy trener kadry MTB, Rafał Herbisz. Na ocenę jego pracy jest jeszcze za wcześnie, niemniej pudło Mai dobrze rokuje na przyszłość. 

Mijający weekend można generalnie uznać za bardzo udany dla polskich kolarzy górskich, gdyż nie tylko Maja Włoszczowska potwierdziłą wysoką formę startową. 

 

W rozegranym na chorwackim półwyspie Istria wyścigu Premantura (kat. C1), będącym w tym sezonie częścią Kamenjak Rocky Trailas udział wzięła całkiem silna ekipa z Polski reprezentowana przez takie sławy jak Marek Konwa, Anna Szafraniec, Jacek i Piotr Brzózka, Bogdan Czarnota, Radosław Rękawek. Bezapelacyjnie zwyciężył Marek Konwa (Superior Brenjtens MTB Racing Team). Gratulujemy!

P.S Pan Marek wygrał na nowym rowerze Superiora na kołach 27,5. Szkoda, że nie dokonał tego na jednej z własnych karbonowych ram "Konwa Racing", o których napisaliśmy w piątek. Na to trzeba będzie nam jeszcze trochę poczekać....choć z drugiej strony...., to nie "XTRy napędzają rowery, lecz człowiek".

 

 

Tagi Maja Włoszczowska, Masrek Kowna, Giant, 29er