sks s1

Przyszła "polska złota jesień", co oznacza więcej opadów deszczu i błota na szlakach. Przynajmniej tak to ostatnio wygląda. Może warto pomyśleć o błotnikach? Sam nie za bardzo lubię ich używać, ale czasem warto postawić na praktyczność i nie wracać z pięcioma kilogramami błota na ubranku. Dobrze by było, żeby były dobrej jakości i się prezentowały. Te warunki niewątpliwie spełniają produkty znanej niemieckiej firmy SKS. Oto kilka nowości od naszego zachodniego sąsiada.

Maciej Paterak

Klimat mamy jaki mamy i nic nie poradzisz. Jeśli nie zdarzy się wyjątkowa susza, to na pewno będzie sporo błota na szlaku. Skoro na szlaku, to oznacza, że będzie go też dużo na rowerze i odzieży. Jak temu zaradzić? Może sięgnąć po "płetwy" renomowanego producenta SKS? Błotniki może nie poprawiają wizualnie roweru, ale za to chronią ridera. Po za tym, trzeba przyznać firmie SKS, że jej produkty mogą się podobać. Dużo oczywiście zależy na ile potrafią się schować i dopasować do całości. Najważniejsze jednak aby potrafiły chronić newralgiczne miejsca roweru i kolarza, oraz żeby przyjęły jak najwięcej materii na siebie.

Może krótko o samej firmie. SKS - znana niemiecka firma z branży rowerowej, słynąca z produktów wysokiej jakości, której chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jej historia liczy blisko 100 lat, ale pierwszym produkt nie był skierowany do rowerzystów. Dopiero w 1932 roku rozpoczęła produkcję pompek rowerowych. Produkcję błotników rozpoczęto w 1983 roku. W latach 90-tych SKS dostarczała oryginalne części rowerowe do 90 krajów na całym świecie jako lider rynku i do dzisiaj SKS jest jednym z wiodących producentów wysokiej jakości akcesoriów dla międzynarodowego konkurencyjnego segmentu rowerowego.

Prezentacje błotników zacznę od największego, o dość wymownej nazwie Shockboard Vario. Dwuczęściowy błotnik, który w łatwy sposób za pomocą jednej śruby po środku możemy dopasować do każdego roweru, jak i wielkości koła. Producent deklaruję możliwość zastosowania do obręczy 26, 27,5 oraz 29 er i szerokości do 2,5 cala. Sporej wielkości "płetwa" daje szanse na zebranie większej ilości podłoża wzbijanego w powietrze przez oponę - długość 54 cm, szerokość 8 cm. Nie tylko daje szanse, ale faktycznie dość skutecznie to robi. Nie pożałowano tu materiału, to też błotnik trzyma się sztywno,a dobra jakość wykonania gwarantuje utrzymanie błotnika we właściwym sobie miejscu. Przy tym waga całości minimalna i raczej nie wpłynie na tempo jazdy: 112g. Prosty system mocowania gumowych pasków sprawia, że możemy go szybko zamontować, jak i zdemontować, kiedy pogoda się poprawi lub zechcemy go szybko umyć.

SKS5

SKS2

Niestety, wielkość może pomaga w ochronie, ale w innym przypadku potrafi być kłopotliwa w montażu. W poniższym przypadku (Scott Spark), ilość linek skutecznie blokuję możliwość zainstalowania. Mondraker Foxy lepiej przyjął to na klatę. Trzeba znaleźć sposób. Jak widać, błotnik jest uniwersalny, ale nie wszędzie go zastosujemy z pełnym powodzeniem. Oczywiście dużo zależy od naszej fantazji i umiejętności majsterkowicza. Dla chcącego nie ma nic trudnego. Można nieco przemodelować układ linek i już wszystko gra. ;) Jak się już wyda 69,90 zł, to przecież nie wyrzucimy tego na hasiok... ;) Krótki filmik instruktażowy producenta

SKS6

 

Jeśli wolimy coś bardziej dyskretnego, to w ofercie SKS jest też mniejszy i ładnie wpisujący się w sylwetkę roweru Flap Guard. Może być stosowany z przodu jak i z tyłu. Łatwy system montażu za pomocą "trytytek" nie powinien sprawić kłopotu. Jedynie kiedy zechcemy go ściągnąć, trzeba będzie ciąć opaski, a przy kolejnym montażu zakupić nowe. No ale po co go zdejmować? Mały, dyskretny, dobrze wykonany, praktyczny i ładny, zapewne nie będzie przeszkadzał w suche dni. Podczas deszczu za to ochroni twarz przed błotem i wodą. Rozmiary niewielkie, to i waga symboliczna: 45g.  Wykonany z super miękkiego materiału, pasuje do rowerów "26", "27,5", "29" i jest kompatybilny z większością widelców. Flap Guard trzyma się blisko roweru, nawet w ekstremalnie agresywnej jeździe, dzięki dostarczonym opaskom, które otaczają mostek i nogi widelca. Odpowiednie ukształtowanie sprawia, że błoto jest trzymane z dala od newralgicznych części amortyzatora. Wszystko to za niewygórowaną cenę 33,90 zł.

SKS14

SKS16

Dotychczas była mowa głównie o przedniej części roweru, to może teraz coś dla ochrony tyłu bike'a, a w zasadzie naszych czterech liter. S-Guard to superlekki błotnik (24 g), dający  ochronę tylnej części ciała. Niewątpliwa zaleta to łatwość montażu pod siodełkiem bez żadnych dodatkowych jednorazowych elementów, choć można takowe zastosować. Ale jak się przekonałem podczas testu, "trytytki" nie są potrzebne. Wykonany z superlekkiego materiału, dopasuję się niemal do każdego siodełka i trzyma się bardzo mocno. Miałem wątpliwości, na ile faktycznie daję ochronę taki patent i... jestem mile zaskoczony! Całych pleców nie osłoni, cudów nie oczekujcie, ale przynajmniej najbardziej wrażliwe miejsce... ;) Dobra prezencja to kolejna jego zaleta, podobnie jak niewygórowana cena: 21,80 zł. Krótki filmik instruktażowy producenta

SKS9

SKS11

No to co? Czas się trochę utaplać! Zwłaszcza, że ostatnio pogoda wyjątkowo zachęca do dłuższych wycieczek rowerowych i błotnych kąpieli... ;) Wysokiej jakości, znakomicie wykonane, błotniki SKS na pewno nas nie zawiodą! Może i nie są to najtańsze produkty na rynku, ale za to na pewno najwyższej jakości, co docenimy w trudnym terenie.

 

Tagi SKS, błotniki rowerowe, jakie błotniki wybrać, test błotników rowerowych

\