http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/Sprzet/Testy/manitou_tower_test/tower_rower.jpg

Jakoś tak ostatnio było, że gdy wymieniałem amortyzator, była to przeważnie kolejna Reba, dokładniej 5 sztuk (w tym 3 w „jedynym słusznym rozmiarze”). Ten sztuciec stał się dla mnie synonimem jakości i dobrej ceny. Jednak tym razem, za namową Nabiała, postanowiłem zerwać z uświęconą tradycją i dać szansę Manitou Tower Pro

                                                                                                                                                                                                                                                                                   Tadeusz Pietrzak

Najważniejszym argumentem, który przekonał mnie do wyboru Manitacza była jego prostota regulacji. Z obiegowych opinii, jakie znalazłem w internecie, wynikało, że Manitou hołduje zasadzie założyć, wyregulować i zapomnieć, czyli z założenia amortyzator ma być banalny w obsłudze.

manitou calosc goly

Gdy w końcu amortyzator przyszedł do mnie, pierwsze co przykuło moją uwagę po rozpakowaniu go to system mocowania osi QR15 o wdzięcznej nazwie HexLock. Dolne golenie amortyzatora posiadają z jednej strony sześciokątny otwór,  w który wkładamy oś, a z drugiej ukryty pod przykręcanym kapslem zaczep. Na kapslu widnieje napis „Do Not Remove”… Oczywiście wiedziony ciekawością ignoruję ten napis, wykręcam kapsel, zaglądam do środka i znajduję tam coś, co przypomina trochę dziurkę od klucza. To właśnie w nią wchodzi koniec osi zakończony dwoma wystającymi bolcami.

 lewa360prawa360

 hexlook manitou

Z założenia jest to system szybkiego i pewnego mocowania koła, w tym przypadku nie odkręcamy osi, lecz odwodzimy dźwignię szybkozamykacza, a następnie wykonujemy nim pół obrotu i już możemy wyciągnąć oś. Jeśli chcemy założyć koło, wszystkie czynności wykonujemy w odwrotnej kolejności, teraz jednak przyda się nam trochę wprawy. Na osi widnieje napis i strzałka, muszą być one zwrócone ku górze w momencie wkładania, gdyż tylko wtedy wystające bolce trafią w zaczepy. Ważnym elementem systemu mocowania HexLock jest nakrętka kontrująca – to dzięki niej regulujemy siłę zacisku szybkozamykacza. Trochę to skomplikowane w moim opisie, dlatego proponuję obejrzeć film  nakręcony przez ekipę z portalu 29eronline i wszystko będzie jasne.

 

Co poza tym ukrywa jeszcze Manitou Tower Pro? Sprężynę Mars Air, sześciostopniowe pokrętło blokady ABS+  (istnieje możliwość założenia manetki MILO), regulację tłumienia powrotu, i tylko jeden zawór! Cóż za minimalizm! Jeśli chodzi o wygląd, to całość wykonano starannie i estetycznie. Napis TOWER na obecnym modelu wygląda, moim zdaniem, lepiej niż ten „kanciasty” z 2011. Konstrukcja typowa dla Manitou, czyli golenie dolne z podkową z tyłu, przy czym kształt korony jest tak finezyjny i wielopłaszczyznowy, że nawet nie będę się wysilał, żeby go opisać. Co jeszcze?  Oczywiście taperowana rura sterowa oraz oś QR 15 mm – z mojego doświadczenia wynika że są to dwa elementy, które rzeczywiście w znacznym stopniu poprawiają sztywność amortyzatora.

blokada360tlumienie360

korona

Po pierwszych oględzinach nadszedł czas na ważenie. Już trzymając Manitou w dłoniach pomyślałem „lekko nie będzie”, dolne golenie pod sztywną oś, taperowana rura sterowa, no i system HexLock – to musi ważyć. No i nie pomyliłem się. Waga amora 1808 gram, plus oś 95 gram, to daje razem 1903 gram. No szału nie ma.

 tower na wadze

Po montażu przyszedł czas na wstępną regulację, która zajęła mi dosłownie kilka minut i była banalnie prosta. Zawór komory powietrznej znajduje się u góry goleni, a pokrętło blokady ABS+ oraz regulacja tłumienia powrotu na drugiej. Rzut oka na tabelkę ciśnień i do komory nabijam zalecane 90 psi, kilka przymiarek, poprawek i sag wydaje się być ustawiony. Teraz przyszedł czas na regulację tłumienia powrotu, chwytam za niebieskie pokrętło u dołu goleni i wykonuje dosłownie pół obrotu a przecież w Rebie pokrętło można było  obrócić z 6 razy. Może w tym przypadku mniej oznacza lepiej. Brakuje mi tutaj jednak oznaczeń tak dobrze znanych użytkownikom Reby, co się stało z żółwiem i zającem?

Po tej ekspresowej regulacji przyszedł czas na pierwszą jazdę…która skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Przy pierwszym hamowaniu dobiłem amortyzator. Wracam więc do domu, chwytam za pompkę  i dobijam ciśnienie do 110 psi, ale jak powiedział Nabiał „ Manitou czasem tak ma” i mam się nie przejmować podwyższonym ciśnieniem. Robię więc drugie podejście i ruszam w trasę, ale tym razem zabieram ze sobą pompkę do amora, tak na wszelki wypadek.

Pierwsze kilka kilometrów to ustawianie odpowiedniej siły tłumienia, trochę się obawiałem, że przy tak małym zakresie ruchu pokrętła będę miał z tym pewne problemy. Po pewnym czasie metodą prób i błędów udaje mi się  ustawić odpowiednie tłumienie, które powoduje że szybkość powrotu do wartości wstępnej ugięcia nie wyrywa kierownicy z rąk, ani nie jest zbyt leniwe. W efekcie amortyzator sprawnie „połykał” przeszkody, zwłaszcza te średnie ( pisząc „średnie” mam na myśli przeszkody mniejsze niż np. krawężnik )

Przyszedł czas sprawdzić funkcjonalność blokady skoku, która w tym przypadku jest 6-stopniowa.  W krańcowym położeniu czerwonego pokrętła amortyzator utwardza się, lecz nie na tyle, żeby nie dało się wyczuć około 5-10 mm ugięcia przy mocniejszym nacisku na kierownicę. Bawiąc się pokrętłem blokady starałem się sprawdzić, w którym momencie w sposób wyczuwalny spada aktywność pracy amortyzatora.

W tym przypadku udało mi się zaobserwować znaczącą utratę czułości dopiero, gdy pokrętło było ustawione w połowie zakresu regulacji, ale jak to bywa z tą regulacją, najbardziej użyteczna jest w skrajnych ustawieniach, czyli blokada lub pełna aktywność.

Gdy przychodzi czas na korzenie, wyboje i uskoki, pierwsze co przykuwa moją uwagę to liniowa charakterystyka pracy. Manitou w czasie jazdy jest bardzo aktywny i korzysta z dużej części swojego 100mm ugięcia. Efektywność pracy amortyzatora zwiększa się, gdy przeszkód jest dużo i występują jedna po drugiej, przez co jazda staje się bardziej komfortowa. Widelec bardzo dobrze spisuje się w trudnym terenie, gdy wzrasta prędkość, a trasa pełna jest nierówności. Tower Pro nie jest lekki, ale te dodatkowe gramy czynią go bardzo sztywnym, co dobrze wpływa na sterowność, która jest w tym przypadku na najwyższym poziomie. Drobne nierówności przy małych prędkościach są wyczuwalne na kierownicy, no nie czarujmy się, informacje o wybieraniu nierówności o średnicy liścia są mitem. Dopiero, gdy wzrasta prędkość i siły działające na amortyzator praca staje się bardziej efektywna. Żywiołem tego amora są korzenie i średniej wielkości przeszkody, które Manitou poprostu połyka dzięki swojej liniowej pracy. Wiele amortyzatorów w podobnej sytuacji poprostu tłumi, rozprasza nierówności a tym samym nie daje takiego komfortu naszym nadgarstkom.

tower rower

Z czystym sumieniem można polecić ten amortyzator lubiącym techniczne ścieżki i wymagające trasy. Manitou ma bardzo duży potencjał a przede wszystkim doskonały stosunek jakość/cena. Za 2 tys. złotych trudno jest znaleźć amortyzator który łączył by w sobie cechy takie jak łatwość regulacji, wysoką kulturę pracy i dużą sztywność.