http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/Sprzet/Testy/kenda%20slant%20six/IMGP0601.JPG

W poprzednim roku miałem wyjątkowe szczęście do testowanych opon, bo w zasadzie każda zdobyła moje uznanie, o co wcale nie tak łatwo. Slant Six powstał przy współpracy z ikoną – Johnem Tomac’iem i rzekomo jest połączeniem najlepszych cech SB8 i Nevagala

Mateusz Nabiałczyk

Od momentu otrzymania opon do chwili ich założenia trochę minęło. W międzyczasie wyczytałem w jakiejś rowerowej gazecie, że są świetne. Czyżby kolejny ideał? Przyznam się, że jakoś nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Dlaczego? Po prostu jednolity bieżnik na pełnej szerokości, do tego dość niski, to zdecydowanie nie mój świat. Poza tym jeszcze nie widziałem u nikogo tych opon. No, ale tego się nie ogląda, a zdziera w terenie.

IMGP0601

Kawał gumy, to widać na wadze, szczerze mówiąc czuć trochę mniej. W sumie nie ma się co spodziewać kosmicznie grubych ścianek, bo objętościowo opona rzeczywiście ma te 2,2”. Producent deklaruje dokładnie tyle samo, ile pokazały cyferki. Pozwala to sądzić, że precyzja wykonania jest na najwyższym poziomie.

IMGP8758

Przekładając opony wiedziałem, że nie będą miały łatwego zadania z prostego powodu. Wcześniej na obręczach gościł mój zestaw idealny – NN+RaRa.

Objętościowo nie poczułem się zawiedziony, zatem o komfort byłem spokojny, ale kształt grzbietu dał mi do myślenia.

IMGP7487

I rzeczywiście, trafnie wywnioskowałem, że opory toczenia będą niezwykle niskie. Jazda po ubitym, z jednostajną prędkością to czysta przyjemność. Może nie są rekordowo szybkie, ale spokojnie można je pod tym względem nazwać ściganckimi. Co ciekawe nawet podczas przyspieszania zbytnio nie doskwiera ich nienajniższa masa. Może i w zestawieniu z jakimiś pergaminkami po 400g byłaby różnica, ale przyrównując je do wcześniej wymienionego setu nie sposób stękać.

IMGP0606

Niestety zalet byłoby na tyle. Na piaszczysto-korzennych odcinkach gliwickich sekcji XC pobiłem chyba rekord gleb. Pierwsza zaskoczyła mnie nieziemsko, padłem jak zastrzelony. Po tak szerokim kapciu z przodu nigdy nie spodziewałbym się takiego zachowania. Chyba winny jest klinowaty kształt opony, tak przynajmniej podejrzewam.

W ubitych zakrętach również szału nie ma. Jako napędówka ujdzie, ale przód lubi stresować relatywnie szybko. Na plus zaliczyłbym stałą charakterystykę w pochyleniu, szkoda, że dość słabą, ale dzięki temu szybko idzie wyczuć, na co można sobie pozwolić. Trakcyjnie na sucho nie jest źle, to fakt. W mokrych warunkach opona nie była testowana – przyznaję się bez bicia, ale chyba tak lepiej, niż ciskać małpim kitem.

Kolejne kilometry mijały, a wraz z nimi rósł grymas na mej twarzy. Serio, dawno nie jeździłem na tak słabych oponach. Na prawdę trudno wskazać mi ich 3 zalety. No, ale dwie? Szybkie na wprost i rokują dużą trwałość ścierną. Reszta to parametry bardzo przeciętne, zbyt przeciętne, by się nią chwalić i podpisywać pod nią swoim nazwiskiem.

Mimo jednoznaczności oceny własnej i braku jakichkolwiek wątpliwości, postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę, gdyż opinie o Slant6 za wielką wodą są bardzo pochlebne – dałem je Dejvowi. Niestety jego ocena okazała się identyczna.

IMG_9341

Komu zatem mogę polecić Slant Sixa? Fanom Johna Tomaca. A tak zupełnie poważnie, jest to po prostu taka sobie opona, która w starciu z czempionami segmentu, najnormalniej w świecie, nie ma szans.

 

Tagi Test opon Kenda Slant Six 29x2.2, opony 29er, 29 dtc, john tomac, team29er, recenzja, opinia, waga opony, tubeless