P5267871

Na dzień dobry ostudzę waszą ciekawość. To nie będzie test produktu 2012, lecz modelu, który w Świecie Wielkiego Kołą egzystuje od dobrych paru sezonów. Szczerze powiedziawszy dziwię się sobie, że przez cały okres funkcjonowania portalu pominąłem popularne Małe Alberciki...zupełnie niesłusznie.

Michał Śmieszek

Rok 2011 i 2012 można śmiało określić mianem dobrobytu, jeśli chodzi o dostępność opon. Nadal nie jest to amerykański gumowy raj znany z opowieści internetowych, ale jesteśmy coraz bliżej...(tak jak z Irlandią). W każdym razie narzekać nie musimy, gdyż jest w czym przebierać. Niemniej, entuzjaści 29, którzy przygodę z dużą kiszką zaczynali kilka lat wcześniej doskonale pamiętają, jak na półkach sklepowych królował ocet, gołe haki i Schwalbe do spółki z Continentalem. Gdzie nie spojrzysz - Krzyżacy.

Schwalbe debiutowało w Polsce kilkoma modelami, przy czym największą, wręcz kultową popularność zdobyły "Tańczące Ralfy". W pozostałej grupie znalazł się nie mniej interesujący model o wdzięcznym imieniu "Little Albert", który wbrew swojej nazwie był i jest potężnym orężem w doświadczonych rękach rowerzysty. Co ciekawe, Alberciki były częściej gościem sklepowych półek niż ich stałym mieszkańcem, co było spowodowane ich wyjątkowo wysoką ceną. Na szczęście Mały Albert znalazł miejsce w gotowych rowerach. W polskim przypadku był to Kross, debiutujący wtedy z doskonałymi stalówkami Big Wheel oraz Unplugged. Przasnyska fabryka montowała wersję ze wzmocnionymi bokami "SnakeSkin". Mój komplet pochodzi właśnie z demontażu 29 calowego singla "Bez prądu". Trzeba Wam także wiedzieć, że niemiecki duet był jednym z moich pierwszych gumowych partnerów.

P5267872

Z obręczy na obręcz

Miało być z pudełka, ale nie tym razem. Opona zeszła z niezbyt szerokiej rafki Alexrims nadzwyczaj łatwo i równie szybko znalazła nowego nosiciela. W międzyczasie Albert został oficjalnie zważony. Elektroniczna waga pokazała 591g, co jest teoretycznie zupełnie przyzwoitym wynikiem w przypadku gumy 29" i założeniu, że rozmiar podany przez producenta jest prawdziwy. Łatwo zauważalne są: kewlarowy rant, dwuskładnikowa mieszanka o gęstości oplotu 67 TPI, a zwłaszcza wężowa łuska na obu bokach. Jeśli nie trzymaliście do tej pory w dłoniach wersji "snakeskin", to powiem tylko tyle, że nie mam bladego pojęcia, jak ktoś może nie mieć do nich zaufania. Nazwa jest nieprzypadkowa - oznacza zwiększoną odporność na rozdarcia. Guma jest niezbyt mięsista, ale nie musi taka być, gdyż ochronę zapewnia "opancerzony" kord. W porównaniu do regularnej wersji, materiału jest mimo wszystko nieco więcej, co ma wpływ na końcową masę oraz na sztywność. Ale o tym za chwilę.

SnakeSkin

Pierwsze napompowanie opony było z jednej strony rozczarowaniem i jękiem żalu, a z drugiej fascynacją nowym nabytkiem. Najpierw dobra informacja: "Mały Albert" to specjalista z wyraźnym i agresywnym bieżnikiem. Klocki na czole opony są wysokie i relatywnie duże, co wymusza niezbyt gęste ułożenie. Bocznych lameli, odpowiedzialnych za trakcję w zakręcie jest wyraźnie więcej, ale mimo to nie ustępują wielkością tym na środku. Tak charakterystyczny bieżnik forsuje i de facto ogranicza zastosowanie Schwalbe LA do trudniejszych szlaków, gdzie znajdziemy sporo luźnego materiału, wilgotnego poszycia i korzeni. A teraz ta smutniejsza strona medalu. Wbrew oczekiwaniom i dumnej deklaracji wymalowanej na wężowej łusce, Little Albert jest wąziutki. 2.1 cala (622x54) według Schwalbe, to 47mm szerokości mierzonej "po balonie" i 50mm - po najbardziej wysuniętych lamelach. Nic więc dziwnego, że opona może śmiało konkurować z ambitnymi oponami turystycznymi, oraz że jej masa nie zabija mimo obecności nieco cięższej gadziej skóry. Potwierdzeniem ich niewielkiej objętości jest stosowanie przez firmę Kross dętek 700x42c.

P5267877P5267876

Off we go, czyli w drogę Panowie

Tradycyjnie rozpocznę od twardych nawierzchni, po których chcąc nie chcąc zmuszeni jesteśmy poruszać się, nim dojedziemy tam gdzie pieprz rośnie. Komplet Albertów napompowany do akceptowalnego, "drogowego" ciśnienia porusza się po szlakach blacho-smrodów przyzwoicie. Nie ma się jednak co łudzić, że nagle stanie się cud - szeroko rozrzucone wysokie klocki nie pomagają w rozpędzaniu i utrzymywaniu prędkości. Sprzymierzeńcem w tej nierównej walce jest niewielkich rozmiarów balon obniżający opory toczenia generowane przez agresywny bieżnik. Niestety, są też skutki uboczne. Hamowanie i przyczepność na bitumicznej nawierzchni jest w związku z tym tylko "poprawna", co przez niektórych z Was może być odczytane bardzo pejoratywnie. Moim zdaniem Alberciki wymagają "myślenia naprzód" a nie nonszalancji...i wszystko w temacie.

W terenie

Rozmiar to nie wszystko jak mawiają mężatki. Jeśli się głębiej zastanowić, to w określonych sytuacjach taka mikra szerokość może być atutem, a nie dyskwalifikacją. Przykład: błotnisty podjazd, w który trzeba się wgryźć lub miękka leśna przecinka, którą musimy szybko przemknąć. Czy tak jest w istocie? Chmm..., już wiemy, że Little Albert nie jest demonem prędkości, nie próbuje nim być i tym bardziej udawać opony ogólnego stosowania z powodów wyżej opisanych, ale kłamstwem będzie stwierdzenie "Ta opona jest wołowata". Nie jest! Z podobnymi, szerokimi kapciami potrafi wygrać w cuglach, szczególnie, gdy szlak jest wilgotny, a prędkość jest nie mniej ważna co przyczepność. Na suchych i utwardzonych nawierzchniach nie ma tragedii, ale to nadal nie jest żywioł Małego Alberta, Jeśli jednak zapuścicie się dalej niż szutrowe przecinki, to szczupły Niemiec pokaże lwi pazur. Ta guma wgryza się przepięknie w darń i naprawdę trudno stracić przyczepność. Korzenie pokona zupełnie sprawnie tak samo jak luźne kamienie, choć odpowiednia technika jest wymagana. Małe jest piękne, ale nie wybacza. W każdym razie Albert spokojnie nada się zarówno na front jak i na tył.

Kłopoty pojawiają się, kiedy trzeba "położyć się" w ciasnym skręcie. Boczne klocki swoją rolę odgrywają bezbłędnie, lecz cieniem na tym lukrze kładzie się jednak wspomniana niewielka objętość opony, która nie pomaga w trakcie ostrzejszego manewrowania - zwłaszcza, gdy rower dosiada tęgi jegomość lub taki lubujący się w niskich ciśnieniach rzędu 1 - 1,5 ATM. Sorry Winnetou, trzeba rozejrzeć się za innym specjalistycznym kompletem.

Kontynuując temat, ktoś słusznie zapyta: no dobrze, to o co kaman, skoro Krzyżacy chwalą sztywność wężowej łuski i tym samym możliwość stosowania niższych ciśnień? Co z łapaniem kapci przy zbyt małej ilości wiatru? Cóż...jak by nie patrzeć dupa zawsze z tyłu i nawet wąż nie pomoże. Pamiętajcie więc, że marketingowe bajki trzymają się kupy w przypadku niezbyt ciężkich kolarzy. Ważący więcej niż 90kg muszą jednak dopompować niemieckiego mikrusa, aby z poczuciem bezpieczeństwa pokonywać górskie odstępy. Bez względu na wagę kolarza Little Albert stosownie do własnego rozmiaru potrzebuje określonej ilości powietrza, żeby pracował bezpiecznie i właściwie - moim zdaniem ta granica, to 2 bary. Kij ma też drugi koniec - Albercik nie lubi zbyt wysokiego ciśnienia, gdyż sztywna konstrukcja jest po prostu za sztywna i opona jakoś tak słabej trzyma. "Pompowanie na kamień" verbotten i nie lzia. Nie wolno nawet grubasom takim jak ja.

P5267871

Trwałość

Z bliżej nieznanych powodów Schwalbe nie produkuje opon, o których mówi się "niezniszczalne". Częściej natomiast usłyszycie opinie: "po dwóch wycieczkach nie miałem połowy klocków", "liść rozciął mi bok jak papier", " shit do sześcianu". Mój komplecik nie przejechał tryliarda kilometrów, ale parę solidnych wycieczek zaliczył, a teraz wiernie służy w mieszczuchu. Razem zirka wyjdzie koło 4.000 km przez 3 sezony użytkowania. Stan widać na zdjęciach - krótko mówiąc wszystkie klocki są na swoim miejscu a wężowe boki są całe. Tylko gdzieniegdzie kawałek nitki wystaje. Tego się nie da uniknąć.

Polecać/nie polecać?

Trudne pytanie, zwłaszcza że ten model wyszedł z produkcji. Ograniczenia Małego Alberta są jasne tak samo jak specjalizacja, dlatego trzeba sobie jasno odpowiedzieć czy zakup jest podyktowany fanaberią czy wyraźną koniecznością. Mimo wspomnianej mikrej postury Schwalbe LA może w wielu sytuacjach pozytywnie zaskoczyć i uratować jeźdźca z opresji. Ale... moze być zupełnie odwrotnie, gdy zabraknie doświadczenia lub wiatru w dętce. Wtedy w eter polecą najgorsze przekleństwa a guma wyląduje na allegro. A ja już będę na nią czyhał.

Zalety:

  • bardzo dobra trakcja na luźnym i wilgotnym podłożu
  • lubią wgryzać się w błoto
  • relatywnie niskie opory toczenia w terenie
  • agresywny bieżnik
  • łatwo się oczyszczają
  • niska waga
  • wzmocnione boki skórą węża
  • sztywne

Wady:

  • wąskie
  • wymagają doświadczenia od jadącego
  • nie lubią bardzo niskiego, ani bardzo wysokiego ciśnienia
  • relatywnie wysokie opory toczenia na twardej nawierzchni
  • w kopnym piasku mogą sobie nie poradzić
  • specjalistyczna opona, nie na co dzień.

Biketires_29opon

 

Tagi Shwalbe Little ALbert, mały albert, opona 29, test opon rowerowych MTB, jakie opony mokry teren, opinia