118231309 3249224728518814 7668552592835862901 n

Kiedy dwa lata temu stawałem na starcie ultramaratonu Bałtyk Bieszczady Tour wydawało mi się to jakieś surrealistyczne, niemożliwe do wykonania. Miałem przejechać to raz i na tym zakończyć przygodę z ultra. Nigdy bym wtedy nie pomyślał, że takie dystanse staną się niemal rutyną, a ja pojadę BBT po raz kolejny głównie dla kolegi teamowego, aby pomóc mu spełnić marzenie.

Maciej Paterak

 IMG 20200821 111134 1

Bałtyk-Bieszczady Tour to najbardziej rozpoznawalny i kultowy wyścig ultra w Polsce. Trasa łączy dwie najbardziej oddalone od siebie miejscowości w naszym kraju - Świnoujście i Ustrzyki Górne - i liczy dokładnie 1008 km. Mimo, że dla mnie dojazd na start i powrót z mety są wyjątkowo uciążliwe, bez wahania postanowiłem pomóc koledze redakcyjnemu spełnić marzenie. To właśnie stało się moim głównym celem w tym maratonie.

118227544 831359717401268 8849947016652040520 n

Zanim przejdę do relacji z tegorocznej, już dwunastej edycji,w skrócie o zasadach. Limit czasu na przejechanie maratonu to 70 godzin, ale pod warunkiem, że zdecydujemy się na start wieczorny. Jeśli chcemy ruszyć z rana, pozostaje nam już tylko 60 godzin. Po drodze mamy kilkanaście PK (Punktów Kontrolnych), na których musimy odbijać specjalną kartę, oraz mamy wsparcie w postaci jedzenia, picia, możliwości przespania się, czy nawet kąpieli. Dodatkowo są 3 Duże Punkty Kontrolne, na które możemy posłać niewielki przepak, np. ciuchy - są one na 300, 500 i 700 kilometrze. Sami musimy wybrać 2 z nich, bo na wszystkie 3 posłać przepaku nie wolno. Możemy jedynie dodatkowo posłać rzeczy na metę. Nie możemy też sami sobie organizować dodatkowych punktów, czy np. przespać się u rodziny lub znajomych. Wszyscy muszą mieć równe szanse!

IMG 2795

 Ponieważ Bartek startował pierwszy raz, postanowiliśmy ruszyć wieczorem. Zawsze to 10 godzin więcej w razie jakby się jazda nadmiernie przedłużała, choć już na wstępie z deficytem snu. Próbowaliśmy przespać co nieco przez dzień, ale raczej to niewiele daje. Oddajemy więc rzeczy na przepak i udaliśmy się na Prom, gdzie zostaliśmy doposażeni w urządzenia GPS, dzięki którym można nas było śledzić online. Jeszcze chwila czekania i wkraczamy na scenę. Tak, to nie pomyłka! Na scenę! BBT ma wyjątkową oprawę i w chwili startu zawodnicy mogą się poczuć jak ktoś wyjątkowy. Dokładnie o 21:15 ruszyliśmy w trasę. Normalnie startuje się w 6-osobowych grupach, ale akurat w naszej brakło na starcie aż dwóch osób! Bądź co bądź, to 1/3 mniej...

IMG 2800

Wszyscy ruszają dość nieśmiało, więc ja wskakuję na czoło i przez pierwsze parę kilometrów ciągnę naszą grupę. Niedługo po tym musimy się zatrzymać, bo moja tylna lampka za mocno świeci i kolega za mną ślepnie. Pałeczkę prowadzenia przejmuje jeden z kolegów i ciśniemy dalej. Niestety jego tempo uznałem za nieco za wysokie, do tego bardzo szarpane, więc My z Bartkiem odpuszczamy i dalej we dwoje realizujemy własny plan. Nagle zrywa się mocny wiatr, a na horyzoncie widać błyskawice! Miałem nadzieje, że przynajmniej pierwszej nocy i dnia pogoda będzie łagodna i stabilna. Niestety już na wstępie robi się nieciekawie. Deszczu nie ma, ale na drogę leci sporo gałęzi z drzew i nawet robimy chwilową przerwę. Trochę nas to przestraszyło. Chwilę później wjeżdżamy na mokry asfalt i tak już będzie w większości, choć póki co deszczu brak. Ale co się odwlecze, to nie uciecze...

IMG 20200822 075811 0

Deszcz pojawia się dość szybko, jeszcze przed południem i nabiera "wigoru". No to będzie na mokro. Ubieramy peleryny, czy co tam kto miał i ciśniemy dalej. Mimo tego dość szybko przemakamy. Jeszcze nikt nie wymyślił wystarczająco skutecznego ubrania na deszcz. Albo zmokniesz od deszczu, albo od wewnątrz, tj. spocisz się. Dłuższy czas jakoś sobie z tym radzimy, ale Bartek wyraźnie zaczyna narzekać. Mimo, że jest dość ciepło, zaczyna się trząść z zimna. Próby rozgrzania niewiele dają. Trochę mnie to dziwi, bo mi jest cały czas ciepło, mam jedynie dyskomfort z powodu przemoczenia. Zwłaszcza chlupanie w butach mnie irytuje... Walka z pogodą trwa do późnego popołudnia. Do tego ta Droga Krajowa nr 10... Ja bym ją zbombardował, zaorał i posadził drzewa! Sznur samochodów i nisko przelatujących Tirów! Sam huk generowany przez mechaniczne pojazdy jest w pewnym momencie tak uciążliwy, że musimy się zatrzymać i chwilę odpocząć. Łeb pęka! Na szczęście wkrótce za dużym PK, w Solcu Kujawskim, opuszczamy ją całkowicie i już jazda jest bardziej komfortowa. Choć nie do końca, bo jeszcze na jednej bocznej drodze trafiamy na straszny korek, powstały z powodu na prędce zorganizowanego objazdu - wypadek samochodowy. No i ten ciągły opad...

IMG 20200822 140330 7

Bartek mocno cierpi z powodu wychłodzenia i trzęsie się z zimna. Próbuje się rozgrzać poprzez szybszą jazdę, ale to niewiele daje. Jest bliski rezygnacji, choć ciągle konsultuje to ze mną... ;) Namawiam go, żeby poczekał z ostateczną decyzją do pierwszego przepaku, gdzie mieliśmy suche ciuchy, bo w tym momencie docieraliśmy do ostatniego małego PK, z którego do DPK było już tylko ok 80 km. Do tego wszystko wskazywało, że za chwilę przestanie padać. Niestety Bartek z obawy o zdrowie ostatecznie decyduję się przerwać jazdę na nieco ponad 400 km trasy. Dojeżdżamy do PK Kowal na 438 km i tu się żegnamy. :(

IMG 2809

Poczułem taką wewnętrzną pustkę. Cel, który sobie postawiłem nie był już możliwy do osiągnięcia. Zostałem sam i do tego jakoś nie bardzo mogłem się zmotywować do dalszej jazdy. Przez chwilę nawet wahałem się czy nie zrezygnować, ale wtedy coś wewnątrz zabolało. Tak po prostu mam zakończyć przygodę z drugą edycja BBT??? Chwila rozważania za i przeciw i jednak kontynuuję! Prawie zapadał zmrok, ale za to przestał padać deszcz. Najlepsze jest to, że z PK Kowal nic nie pamiętam! Jakaś czarna dziura w głowie. Pamiętam tylko tyle, że tam wszedłem i wyszedłem. Byłem tak zamyślony rozważaniami co robić i co właściwie się stało... Gdzieś dopiero w połowie dystansu do następnego PK poukładałem sobie w głowie wszystko jak należy i wróciłem na właściwe tory myślowe. Mniej więcej w środku nocy osiągam pierwszy DPK (Łowicz 518 km), gdzie miałem przepak. Och jak dobrze! Wreszcie ciepła kąpiel i suche ciuchy! Jedynie butów na zmianę nie posiadam, ale to przeżyję. Konsumuję obfity posiłek, dostaje trochę prezentów i czas na kąpiel. Niestety, moja radość szybko zgasła kiedy czekałem na... ciepłą wodę. Ta była co najwyżej letnia. Rozgrzewki nie będzie! Może to i dobrze, szybciej się zebrałem i ruszyłem w dalszą drogę. Początkowo chciałem tu co nieco przespać, ale w BBT są pod limity czasowe (na dużych PK) i gdybym np. zaspał, mógłbym zostać wycofany z wyścigu! Mimo, że fizycznie miałem spory zapas... Lepiej więc zrobić to na kolejnym punkcie, choć do niego było prawie 100 km. Ale wartało teraz jechać, bo przynajmniej nie było deszczu. Lepiej jechać suchym w nocy niż mokrym w dzień.

IMG 20200822 115228 9

Noc przebiegła spokojnie, ale już o 5 rano zaczęło padać. Prognozy pokazywały co innego... Nic na to nie poradzę, wyciągam pelerynę i byle do kolejnego PK. Trochę jedynie zaczynam się zataczać - czas na odrobinę snu! Docieram do PK Opoczno, jem i kładę się na 15 minut. Niby niewiele, zważywszy, że mam już dwie noce za sobą, a to pierwszy sen, ale to w zupełności wystarcza. Ruszam dalej w drogę, niestety w sporej ulewie. Prognozy pokazały, że chyba tak już będzie do końca zawodów, więc nie ma na co czekać. Im szybciej to "zmęczę", tym szybciej będę mieć to za sobą. Największe obawy miałem o góry, ale to jeszcze trochę drogi, może coś się zmieni.

Gdzieś w okolicach godziny 11 rano docieram do Starachowic. Tutaj łapie mnie bardzo mocna ulewa! Zupełnie jak 2 lata temu. Widać historia lubi się powtarzać. Docieram do Dużego PK, gdzie ponownie mogę zażyć kąpieli i założyć suche ciuchy. Jednak ze względu na wcześniejsze prognozy plan był nieco inny... Po skonsumowaniu obfitego jedzonka, ponownie wyciągam Smartfona i sprawdzam mapki satelitarne z chmurami i tu bardzo miłe zaskoczenie! Wygląda na to, ze za ok godzinę deszcz zakończy swoja robotę i już go więcej nie zobaczę! Hurrra! Więc szybka kąpiel i ponownie lekki zawód z powodu temperatury wody, szybki sen tj. ok 20 minut i wychodzę zajrzeć na zewnątrz. Aż trudno uwierzyć! Słoneczko pięknie operuje, a drogi właściwie już suche! Jak 2 lata temu, tylko kilka godzin wcześniej... Bez wahania wskakuję na rower i pełen wigoru cisnę dalej. Po drodze zaliczam jeszcze stacje benzynowe, bo jednak posiłki na samych PK są dla mnie nie wystarczające. Pod tym względem jest zdecydowanie słabiej niż dwa lata temu.

IMG 2804

Odcinek do Sandomierza, czyli kolejnego PK pokonałem szybko i bezproblemowo. Sam punkt położony był w bardzo ładnym miejscu, blisko Starówki i Wisły. Przy pięknej pogodzie robi to mega pozytywne wrażenie. Jedzenie też jest obfite i można nawet wybierać co nieco z menu. Był tu też serwis rowerowy, łóżka dla chcących zaznać nieco snu, a nawet możliwość skorzystania z masażu! Podziękowałem za miłe ugoszczenie i pojechałem dalej. Dopiero po maratonie dowiem się, że zgoła inaczej wyglądało to w oczach zawodników, którzy dotarli tam nocą - tysiące komarów, bardzo głośna oprawa medialna, nie pozwalająca na spokojny sen i wreszcie zbyt szybkie zamknięcie samego punktu. Cóż, przy organizacji tak wielkich imprez wpadki się zdarzają, ale w żadnym razie nie przysłaniają one bardzo pozytywnego wrażenia organizacji całej imprezy! Myślę też, że osoby zaangażowanie, właściwie bezinteresownie, w ten punkt po prostu nie bardzo wiedziały jak takie wsparcie powinno wyglądać. Nikt nie udzielił im informacji na ten temat. Ale nie mam wątpliwości, że sami od siebie włożyli całe serce i przede wszystkim za to im dziękuję.

Powoli zapadał kolejny zmrok, a ja się zastanawiałem jak wytrzymam trzecia noc z rzędu? Przespałem dotychczas ledwie może 35 minut! Na tym odcinku trasy jechałem kawałek krajową 19 - kolejna po "10" kandydatka do zbombardowania! ;)  Na szczęście to tylko kawałek i wkrótce dojeżdżałem już do PK Łańcut. Większym problemem stała się niska temperatura. Mimo "pełnego ubioru" było mi zimno. Do tego rozbolały mnie strasznie nogi, a dokładnie kostki. Wszystko przez jakieś psy, które rzuciły się na mnie w ciemnościach, a ja nic nie widząc na boki za mocno zerwałem nogi do pracy i coś sobie naciągnąłem. Tak w męczarniach dotarłem do Łańcuta. Na szczęście punkt zorganizowano w środku dużej hali i świetnie dogrzewanej. Skonsumowałem co nam zaoferowano, zjadłem tabletki przeciwbólowe i kuśtykając do materaca, po raz trzeci położyłem się spać. Również na 15 minut z nadzieją, że nogi odpuszczą. Tak też się stało i mogłem wyruszyć w dalszą podróż. Jednak tym razem bardzo oszczędzałem moje dolne kończyny na kolejnych podjazdach. Miałem obawy, że bóle powrócą.

Screenshot 2020 09 01 Bałtyk Bieszczady Tour 2020 Ride Strava

Powoli zbliżam się w Bieszczady. Pogoda dopisuje aż do jakiejś wspinaczki, a dokładnie szczytu. Kiedy cisnę w dół pojawia się gęsta mgła. Szybko łapię wilgoć, więc zakładam pelerynę, aby mnie całkiem nie przemoczyło i wychłodziło. Kiedy zjeżdżam lasem, spotkałem Wilka! Stał sobie nieruchomo przy samej drodze i patrzył na mnie. Lekkiego stresa miałem mijając go, ale nie wzbudziłem w nim żadnego zainteresowania. Kawałek dalej już wjeżdżałem do jakiejś wioski i niedługo po tym w końcu osiągam przedostatni PK w Birczy. Od razu spytałem panią, czy to możliwe, żebym tu spotkał Wilka. Na co otrzymałem odpowiedź: -" Tak, to jak najbardziej możliwe! Można spotkać nawet Niedźwiedzia, także uważajcie, bo jeszcze kawałek pojedziecie przez las." :))) Tego o Niedźwiedziu mogła już nie dodawać, zwłaszcza, ze to było w środku nocy... ;)

Zestresowany ruszam na ostatni PK, do którego było jedynie coś 60 km. Wcześniej to najczęściej bywało od 80 do nawet 100 km. Jadę pięknym asfaltem przez las, chyba nawet jakimś szlakiem tylko dla rowerzystów. Nie miałem czasu za bardzo to sprawdzić. Powoli też świtało i kończyła się moja ostatnia noc w tym maratonie. Opuściłem leśną dróżkę i główną trasą powoli zmierzałem do Ustrzyk Dolnych, o dziwo praktycznie bez ruchu samochodów. Niestety nad ranem zawsze najgorzej bywa ze snem. Zaczynam się zataczać, mam mocne halucynacje - takich efektów specjalnych to nie widziałem nawet w hollywoodzkich produkcjach! Ponieważ do PK już bardzo blisko toczę nierówną walkę ze zmęczeniem i na szczęście docieram tam bez postojów. Miałem się tu drzemnąć ostatni raz, ale w tym momencie zaczęła działać świadomość, że do mety już tylko 45 km i mam szansę zejść z czasem poniżej 60 godzin, ale muszę jak najszybciej jechać! Konsumuję dwie kawy, parę ciasteczek, sam podbijam kartę i podpisuję listę, bo nikogo tu już nie było i rzucam wszystkie siły do boju!

IMG 20200824 084330 3

Ostatni odcinek 2 lata temu zapamiętałem jako jeden przejazd przez górę i później z grubsza płasko. Widać pamięć wypłaszcza, bo górki są dwie, do tego parę mniejszych pagórków. Jednak już nic mi nie przeszkadzało, sunę bardzo sprawnie. Wyprzedzam jeszcze po drodze zawodnika, który strasznie się zatacza. Będąc w dobrej dyspozycji dostrzegam to co było napisane w książce o BBT, którą serdecznie polecam! Zawodnicy śpiący po przystankach, czy resztkami sił walczący aby tylko dotrzeć do mety. Pewnie ja też podobnie wyglądałem dwa lata temu... Teraz czuję się bardzo dobrze, jak na to co mam w nogach i z tak dużym deficytem snu. Metę osiągam po niecałych 2 godzinach od opuszczenia Ustrzyk Dolnych. Ponownie przy pięknej pogodzie, ale aż o ponad 5 godzin szybciej! Udało się też zejść poniżej 60 godzin, co w tych okolicznościach uznałem za mały sukces. Mój wynik to: 59:22. Jedynie Panie na mecie zapomniały uruchomić dzwonek, którym witani są zawodnicy... ;)

IMG 20200824 122721 7

Miałem wątpliwości, czy kontynuować maraton po rezygnacji Bartka, ale teraz siedziałem szczęśliwy. Druga edycja zaliczona! Pozostaje najeść się do syta - Orgowie przygotowali dobrą zupkę - i udać się do hotelu. Miałem nadzieję, że teraz zażyje długiej, gorącej kąpieli i...? Ponownie Zonk! Zimna woda w hotelu! Jakiegoś wyjątkowego pecha miałem. Przeżyłem maraton w deszczu to i zimną wodę zniosę. ;) Następnego dnia wrócę do domciu i tam sobie to odbiję. Wspomnę jeszcze o rekordach, bo w tym roku aż 4 osoby pobiły wynik Bogdana Adamczyka sprzed dwóch lat! Najlepszy czas uzyskał Paweł Miłkowski , dokładnie 33:10! Niesamowite! Moje uznanie i wielkie gratulacje! Właściwie to gratuluję całej czwórce: Paweł Miłkowski, Bogdan Adamczyk (33;15), Mariusz Marszałek (33:25) i Paweł Pieczka (34:00).

118256436 320157879416260 4758186057798909298 n

Warto wspomnieć jeszcze o jednym zawodniku - Robercie Woźniaku - , który przejechał BBT na... pamiętającym czas PRL składaku Wigry 3!!! Przejechał i bez problemu zmieścił się w limicie czasu! Jak widać nie potrzeba karbonu za 30 tysięcy, można to zrobić na każdym sprzęcie. :)