7 mg2022 wisa

Druga edycja Mazowieckiego Gravela miała przebiegać nową trasą, startującą z Radomia i biegnącą na północ wzdłuż Wisły aż do Płocka. I miała mieć minimalną (w granicach błędu statystycznego) zawartość piachu. Więc się zapisaliśmy ... Na przekór zeszłorocznym deklaracjom ;)

Jacek Nosowski

„Nie ma k*** takiej możliwości!…”, „po moim trupie!…”, „no f*** way!” – takie i jeszcze kilka innych soczystych wykrzykników, w różnych językach, usłyszałby każdy, kto na mecie Mazowieckiego Gravela 2021 zapytałby mnie o ponowny start. Impreza zapadła uczestnikom w pamięć głównie za sprawą dużej liczby piaskowych przepychów na trasie, oraz załamania pogody, które nastąpiło w sobotę, w drugiej części dnia. Od strony organizacyjnej, atmosfery na starcie oraz na mecie oraz zaangażowania sponsorów impreza stała na wysokim poziomie, trudno było coś zarzucić.

Trzeba przyznać, że organizatorzy: Bartek Swacha oraz Marcin Twaróg, wzięli „na klatę” uwagi dotyczące edycji 2021 i obiecali, że Mazowiecki Gravel 2022 będzie pod każdym względem lepszy, w szczególności:

  • wyścig będzie poprowadzony zupełnie nową trasą „sand-free”,
  • start dystansu ultra będzie możliwy zarówno w piątek rano, jak i w sobotę rano (w jednym i drugim przypadku limit czasu kończył się w niedzielę o północy),
  • obok dystansu ultra, będzie również trasa krótsza ok. 200km, adresowana do debiutantów oraz osób, dla których 500km od strony mentalnej, fizycznej lub sprzętowej było zbyt dużym wyzwaniem.

Przebieg trasy już od początku był z oczkiem w głowie organizatorów. Pierwsza wersja została opublikowana z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Bartek i Marcin osobiście dokonywali objazdów trasy i namawiali innych, aby zgłaszali swoje uwagi. Ja również miałem swój udział w weryfikacji – uwagi zgłoszone po weekendowy objazdach fragmentów trasy zostały uwzględnione w wersji ‘final’.

I tak, mając na uwadze powyższe, będąc z natury optymistami, oraz mając postępujące z wiekiem problemy z pamięcią (zacierające traumatyczne wspomnienia z MG2021) zdecydowaliśmy z Arturem o wspólnym starcie na dystansie ultra w MG2022.

Prolog

Plany planami, a życie pisze swój scenariusz. Po udanym starcie w Sudovia Gravel na dystansie 410km, Artur złapał infekcję, która skończyła się receptą na 10-dniową kurację antybiotykiem. W tej sytuacji, zdecydował się na start na krótszym, 220km dystansie. Już zacząłem oswajać się z myślą, że cały dystans ultra będę musiał pokonać sam, gdy przez FB zagadnął mnie Marcin Moskal, znajomy z dwóch poprzednich edycji Sudovia Gravel. Zapytał o możliwość dołączenia do mojej grupy startowej, a ja pomyślałem, że to dobry pomysł’ jeśli chociaż wystartujemy razem, licząc się jednocześnie z tym, że Marcin wcześniej czy później mi „odjedzie”.

Trasa MG2022 miała swój start i metę zlokalizowaną w Radomiu. Poprzez Puszczę Kozienicką wiodła na północ przez Warkę aż do Warszawy, prowadząc przez kultowe Gassy, następnie wzdłuż Kanału Żerańskiego, niemal aż do Nieporętu. Następnie track prowadził wzdłuż Narwi aż do Nowego Dworu Mazowieckiego i Modlina – i dalej – wzdłuż Wisły aż do Płocka. W Płocku trasa wracała na lewy brzeg Wisły i skręcała na południe – przez Bolimowski Park Krajobrazowy– z powrotem w kierunku Radomia.

MG2022 prolog 01Nasz pociąg miał 60min opóźnienia - był by to ciekawy prognostyk na nasz wyścig ;) Na szczęście pojawił się następny :)

Logistyka wyścigu była relatywnie prosta, bo wyznaczona przez dwa duże miasta na trasie: Warszawę (140. km trasy) oraz Płock (300. km trasy). W tych punktach zaplanowałem dłuższy popas – w obu przypadkach z wyprzedzeniem wytypowałem dwie pizzerie leżące niedaleko trasy. Rozkład jazdy uzupełniłem również o pośrednie punkty – sklepy i stacje benzynowe, które miały posłużyć do szybkiego uzupełnienia zapasów, ale raczej bez długiego postoju.

Z uwagi na dobre połączenie kolejowe Warszawa-Radom oraz dość abstrakcyjne ceny benzyny, zdecydowaliśmy się z Arturem na przejazd do Radomia pociągiem dzień przed startem (piątek), tak aby złapać tak dużo cennych godzin snu przed startem, ile tylko się da. Na nocleg wybrałem budżetową miejscówkę w hotelu „Iskra”, zlokalizowanym niemal w centrum miasta niedaleko od dworca PKP, WOSIRu oraz punktu startu. Pomijając kwestię opóźnienia pociągu, którym mieliśmy się zabrać, dalsza część wieczoru przebiegła według planu : w Radomiu udaliśmy się do WOSIRu, gdzie przybiliśmy piątki z Bartkiem i Marcinem oraz zjedliśmy porcję kluchów w ramach posiłku przedstartowego przysługującego zawodnikom. Po zameldowaniu w hotelu, bez specjalnego ociągania ruszyliśmy znowu w miasto (tym razem na piechotę), na drugą część carbo-loadingu oraz zakupy produktów na śniadanie. Kontynuacja carbo-loadingu wypadła nad wyraz pomyślnie – wytypowana przeze mnie pizzeria „Stopiątka” zaserwowała nam pizzę nie tylko smaczną, ale też na tyle dużą, że nie daliśmy jej rady na miejscu – 1/3 pizzy wróciło z nami do hotelu, z powodzeniem stanowiąc uzupełnienie śniadania w sobotę rano.

Przed snem zweryfikowałem jeszcze prognozy pogody, które wydawały się nad wyraz pomyślne – co prawda miało wiać z północnego-zachodu (co oznaczało „wmordęwind” na odcinku pierwszych 300km, aż do Płocka), ale poza tym miało być ciepło (23-24stC) i bez opadów. Ciepła również miała być noc (12-13stC), co sprzyjało odchudzeniu pakunków – ja przyjąłem, że na noc wystarczy mi dodatkowa podkoszulka z długim rękawem oraz cienka kurtka wiatrówka. Zweryfikowaliśmy również sytuację na trasie wśród uczestników, którzy wystartowali tego dnia rano – pierwsi z nich dojeżdżali właśnie do Płocka. Reszta stawki była mocno rozciągnięta na trasie, koncentrując się w okolicach pit-stopów, stacji benzynowych oraz sklepów. Przed zgaszeniem światła Artur zdążył jeszcze zmontować relację na Insta, a ja dwa kwadranse poświęciłem na wyciszenie się przy książce.

MG2022 prolog 02

Zwarci, gotowi i jeszcze pachnący :D

Sobota przywitała nas słonecznym i zaskakująco ciepłym porankiem. Mimo wczesnej pobudki, ogarnięcie przygotowań przedstartowych poszło gładko. Śniadanie, pakowanie, odbiór rowerów – i już jechaliśmy na punkt startu zlokalizowany przy pl. Corazziego, na wprost Urzędu Miejskiego w Radomiu. Dojechaliśmy na kilka minut przed moim startem, zaplanowanym na godz. 6:20. Na placu był już spory ruch – część zawodników właśnie ruszała, pozostali byli zajęci ostatnimi przygotowaniami. Mnie pozostało tylko pobrać i schować tracker, przypiąć numer startowy, uruchomić i wczytać trasę na Wahoo’sie, przybić piątkę z Marcinem – i już był czas ruszać.

Akt I – Radom-Warszawa (kilometry 0-140)

Pierwsze kilometry trasy wiodły przez miasto, które powoli budziło się do życia. Początek trasy można było z powodzeniem potraktować jako rozgrzewkę, gdyż lotny start został zlokalizowany dopiero na 5. kilometrze trasy. Bardzo dobra decyzja, biorąc pod uwagę, że czas przejazdu przez miasto w dużym stopniu jest podyktowany przymusowymi postojami przed skrzyżowaniami z sygnalizacją świetlną.


Za Radomiem trasa wiodła przez Kozienicki Park Krajobrazowy. Ciekawym akcentem w pierwszej części trasy był singielek wiodący w dół Wielkiej Góry. Poruszaliśmy się duktami leśnymi, ze sporym udziałem szutrów, które nosiły jeszcze ślady deszczów z minionego tygodnia. Przejezdność dróg była bez zarzutu, jednak miejscami należało dobrze pilnować toru jazdy między kałużami na drodze. Długi odcinek trasy był na typ etapie poprowadzony Królewskim Gościńcem, który rozpieszczał nas szeroką szutrówką.

1 mg2022 puszcza

Poprzez mozaikę lokalnych asfaltówek, szutrów i duktów leśnych dojechaliśmy do Warki (73. kilometr trasy), gdzie zorganizowany był jeden z pit-stopów (Kemping nad Pilicą, 500m z dala od trasy wyścigu) – na szybko uzgodniliśmy jednak z Marcinem, że nie ma potrzeby się zatrzymywać. Wstępnie zaplanowaliśmy krótki postój w Górze Kalwarii na uzupełnienie bidonów (w Górze Kawiarni, na 106. kilometrze).

2 mg2022 sady

Przebieg trasy za Warką był już mi dobrze znany z MG2021, choć wtedy był pokonywany w przeciwnym kierunku. Jak przystało na zagłębie sadownicze, ten fragment poprowadzony był wśród sadów, które doprowadziły nas aż pod Zamek w Czersku, widoczny już z oddali. Oznaczało to dla nas w perspektywie dwa niezbyt długie, ale dość sztywne podjazdy – pierwszy na Górę Zamkową w Czersku, a drugi – brukowaną kocimi łbami ulicą Świętego Antoniego już w Górze Kalwarii. W Górze Kawiarni zrobiliśmy krótki postój – w „źródełku” szybko uzupełniłem wodę w bidonach, po czym korzystając z braku kolejki przy barze, zamówiliśmy po zimnej Coli – i można było jechać dalej. Kolejne kilometry mieliśmy pokonywać chyba najbardziej popularną trasą rowerową na południe od Warszawy – czyli przez legendarne Gassy. Okazało się jednak, że mimo, iż tak dobrze znana, trasa mogła zaskoczyć osoby, które poruszały się nią dotychczas wyłącznie po asfalcie - nie wszyscy wiedzą, że na odcinku między wsią Dębówka aż po same Gassy, wiedzie całkiem przyjemny, szutrowo-polny „skrót”.

3 mg2022 czersk

Od startu upłynęło już kilka godzin, i ja i Marcin zaczęliśmy już odczuwać w nogach pokonane kilometry. Ponadto, z godziny na godzinę robiło się coraz cieplej, a rosnąca temperatura potęgowała poczucie zmęczenia. Tym bardziej, że tempo jazdy było nieco szybsze niż zakładałem. Na 142. kilometrze zjechaliśmy z trasy na wysokości Mostu Łazienkowskiego i pojechaliśmy wprost do upatrzonej przeze mnie wcześniej pizzerii. Dwie duże pizze oraz dwie półlitrowe zimne cole pozwoliły się poczuć sporo lepiej. Postój był również okazją do szybkiego oczyszczenia i przesmarowania łańcucha oraz uzupełnienia zapasów izo w pobliskiej Żabce. Nasz team ruszył w kierunku Płocka.

4 mg2022 pizza1

Akt II – Warszawa-Płock (kilometry 140-300)

Jazda w duecie z Marcinem na pierwszym etapie wyścigu przebiegała wyjątkowo gładko. Nie miałem wrażenia, że któryś z nas „zamula” – nawet jeśli na niektórych odcinkach Marcin mi odskakiwał, to nie urywał się, a raczej na chwilę odpuszczał i czekał, aż odrobię kilkusekundową stratę. Ja – zgodnie z planem, starałem się jechać „swoje”, bez rwania tempa i bez niepotrzebnego forsowania nóg. Tam gdzie warunki na drodze na to pozwalały, korzystałem z lemondki, aby zmniejszyć opór czołowy wiatru i pozwolić odpocząć nadgarstkom.

5 mg2022 lemondka

Trasa prowadziła wzdłuż prawego brzegu Wisły, znaną i lubianą szutrówką wijącą się po praskiej stronie, aż do ujścia Kanału Żerańskiego, który poprowadził nas niemal do rogatek Nieporętu. Zaraz za Nieporętem trasa skręcała na północ i wiodła wzdłuż wałów Narwi, aż do Nowego Dworu Mazowieckiego. Złapaliśmy rytm, więc jazda była w miarę płynna i szybka, mimo że słońce coraz bardziej dawało się we znaki, a północno-zachodni wiatr nie pomagał. Na 195. kilometrze zrobiliśmy krótki postój w przydrożnym sklepie, gdzie przy okazji zamieniliśmy kilka zdań z turystą, który na rowerze rekreacyjnie podążał w przeciwnym kierunku. Ostatni fragment trasy po wałach przed Nowym Dworem Mazowieckim był nieco bardziej uciążliwy ze względu na bardzo wysokie trawy, w których niknęła ścieżka, a „bąble” nagrzanego i wilgotnego powietrza mieszały się chłodnymi powiewami. Dziwne uczucie ;).


Mając uzupełnione zapasy, przez Nowy Dwór Mazowiecki oraz Modlin przelecieliśmy praktycznie bez zatrzymania (z wyjątkiem kilku sekund na zrobienie pamiątkowego zdjęcia ze Starym Spichlerzem na drugim brzegu Narwi).

6 mg2022 modlin

Naszym kolejnym celem miał być Czerwińsk nad Wisłą, a konkretnie pitstop, który w sobotę miał być tam zorganizowany w godzinach 8-16. Niestety ze wstępnych kalkulacji wynikało, że w najlepszym razie będziemy w Czerwińsku dopiero przed 17. Ten fragment trasy nie sprzyjał szybkiej jeździe, sporo było podjazdów i zjazdów ze skarpy wiślanej, był też trudny technicznie odcinek wiodący ścieżką bezpośrednio wzdłuż Wisły.

7 mg2022 wisa

Czerwińsk nad Wisłą jest mazowiecką stolicą truskawek. Ciągnące się po horyzont pola pięknych, czerwonych owoców oraz intensywny słodkawy truskawkowy zapach są znakiem rozpoznawczym tej okolicy. Myślę, że wśród uczestników MG2021 wszyscy zapamiętali truskawkową fiestę, która została zorganizowana przez Burmistrza na rynku miasta. Do oporu  można było wtedy kosztować truskawek i musu truskawkowego. Były też ciasteczka, kawa i herbata oraz rozstawiona kurtyna wodna. Z takim obrazem w pamięci nie traciłem nadziei, ze jeszcze  kogoś zastaniemy pomimo zbliżającej się godziny 17. Niestety, rynek w Czewińsku przywitał nas… pustką i ciszą. Miny nam zrzedły, zrezygnowani zbliżyliśmy się do studni zlokalizowanej na środku rynku. Tam na zaczepił nas jeden z mieszkańców, jak się okazało - współorganizator truskawkowej fiesty, który właśnie skończył pakować sprzęty do samochodu. Widząc nas, przywitał nas entuzjastycznie i przyniósł ostatnią łubiankę wielkich czerwonych truskawek oraz 1,5-litrową butelkę musu truskawkowego. Byliśmy uratowani!

8 mg2022 truskawki

Wzmocnieni i podbudowani ruszyliśmy dalej – już jako „utrasi z nadzieniem truskawkowym” na ostatnie 60km, które dzieliło nas od Płocka. Było późne popołudnie, upał nieco zelżał, a wiatr nie był już tak dokuczliwy.

9 mg2022 dopocka

Minęliśmy Wyszogród i polecieliśmy ciągnącą się wzdłuż wału szutrówką „w stronę słońca”. Ten fragment był dość monotonny, więc z ulgą przywitaliśmy znak oznajmiający, że właśnie wjechaliśmy do Płocka.

10 mg2022 dopocka

Czas na drugi popas! Znowu trzeba było zjechać nieco z trasy, aby zaparkować przy upatrzonej przeze mnie wcześniej pizzerii Festa Italiana. Na miejscu zamówiliśmy – tradycyjnie już – dwie duże pizze oraz 2x0,5l coli. Na szczęście znalazło się dla nas miejsce na zewnątrz, ale i tak inni goście patrzyli na nas z lekkim zdziwieniem. Nie da się ukryć, że po pokonaniu 300km byliśmy już nieco przykurzeni i sfatygowani.

11 mg2022 italiana1

11 mg2022 italiana2

Po podładowaniu węgli, przyszedł czas na szybki serwis łańcucha. Zapadał już zmrok, więc postanowiliśmy od razu przebrać się w cieplejsze ciuchy, przeznaczone do jazdy w nocy. Na koniec zaparkowaliśmy na dłuższą chwilę pod Żabką, aby uzupełnić zapasy izo oraz zalać pizzę solidną porcją kawy. Nie spieszyliśmy się. Według planów, kolejny duży postój wypadał dopiero za 240km… na mecie w Radomiu. Z nowymi siłami ruszyliśmy na krótką pętlę przez miasto – przepełnione o tej porze muzyką, tłumem spacerowiczów i kolorami ulicznego oświetlenia. Ze szczytu skarpy podziwialiśmy panoramę Wisły w kolorach zachodzącego słońca, ustępującego powoli granatowej ciemności nocy. Przejechaliśmy przez most na Wiśle, posłaliśmy ostatnie spojrzenie w kierunku miasta i ruszyliśmy na końcowe 240km do mety.

13 mg2022 pock

Akt III – Płock-Radom (kilometry 300-540)

Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów trasy za Płockiem wiodło ponownie wzdłuż Wisły – na zmianę szutrami, polnymi duktami oraz lokalnymi asfaltami. Zrobiło się już zupełnie ciemno (nie licząc księżyca, który był niemal w pełni). Temperatura powietrza obniżyła się mocno, do ok. 10stC, w wielu miejscach nad ziemią zaczęła unosić się mgła. Jechaliśmy w świetle latarek, co powodowało że tempo naszej jazdy nieco spadło. Mimo to, dzięki solidnemu „podładowaniu akumulatorów” nadal jechało się dobrze.

14 mg2022 nocka

Kilometry mijały, trasa prowadziła mozaiką lokalnych asfaltów, polnych przecinek, z niewielkim udziałem leśnych duktów. Mijała 20 godzina od startu i obaj zaczęliśmy odczuwać narastające zmęczenie, znużenie i senność. Kolejnym punktem trasy, który dawał nam nadzieję na możliwość zrobienia krótkiego postoju i szybkich zakupów była stacja BP i położony obok niej McDonalds przy trasie S8, ale zlokalizowane dopiero na 423 kilometrze wyścigu. Postanowiliśmy, że będzie to nasz kolejny punkt, w którym zrobimy krótki postój.


Kilometry mijały coraz wolniej, był środek nocy, nie sposób było cieszyć oko pięknymi okolicznościami przyrody, (a byliśmy na odcinku biegnącym przez Bolimowski Park Krajobrazowy). Nocny chłód coraz skuteczniej przenikał przez ubrania, z niecierpliwością czekaliśmy na brzask i pierwsze promienie wschodzącego słońca. Marcin zaczął skarżyć się na coraz trudniejszą do przezwyciężenia senność. Z mojej perspektywy również nie wyglądało to dobrze: czułem, że nawet chwilowa utrata koncentracji mogła spowodować wjazd „w pejzaż” lub szlif na asfalcie i – przy odrobinie pecha – pogrzebać szanse na dalszą jazdę. Doraźnie próbowaliśmy różnych sposobów na przezwyciężenie senności – gadaliśmy o rodzinie, o polityce (tu spory potencjał do podniesienia ciśnienia), kulinarnych planach na kolejny postój (hotdog z musztardą). Były też inne tematy, nie pamiętam dokładnie. W kulminacyjnym momencie mieliśmy nawet konkurs na najbardziej obrzydliwy kawał, ale ten niestety ostatecznie nie został rozstrzygnięty. Z godziny na godzinę rozwidniało się, powoli wstawał nowy dzień, jednak to tylko potęgowało poczucie senności. Obawiając się , że bez remedium może dojść do jakiegoś nieszczęścia, zaproponowałem Marcinowi żel energetyczny z kofeiną (75mg) – moją „broń ostateczną” na wypadek ciężkiego kryzysu. Efekty nie były natychmiastowe, ani bardzo spektakularne, ale Marcin zdecydowanie wrócił „do żywych” – na tyle, aby w dużo lepszej formie dojechać do stacji BP na 423km.


Wizyta na stacji BP nie poszła do końca po naszej myśli. Była godzina 4 rano, Jedynymi osobami dostępnymi na stacji była sprzątaczka oraz dozorca. Udało się kupić kawę, jeśli jednak chodzi o plan w zakresie zjedzenia hotdoga (z musztardą), musieliśmy go zweryfikować i ….obejść się smakiem. Dwie parówki kręciły się leniwie na podgrzewaczu, ale całość była dopiero co włączona. Na posiłek w sąsiadującym McDonalds również nie mieliśmy co liczyć – ten otwierał się dopiero o 6 rano. Kalkulując, że czas działa wyłącznie na naszą niekorzyść, wróciliśmy na trasę. Do mety zostało nam 110 kilometrów.

15 mg2022 bp

Końcowy odcinek trasy prowadził nas w większości lokalnymi asfaltami, z szutrowymi przerywnikami, które wiodły między polami i sadami. Ciekawym punktem, który utkwił w pamięci był drewniany most w Gostomii oraz dość długi fragment przepięknej szutrówki poprowadzonej przez malowniczy las. Na moście zrobiliśmy krótki postój aby przebrać się z powrotem „na krótko”, bo słońce dawało już wystarczająco dużo ciepła.

16 mg2022 most

Ostatnie kilometry – co dość typowe – ciągnęły się jakby w zwolnionym tempie. Nasza średnia prędkość przelotowa nie była zła, ale zmęczenie i senność oraz upał zaczynały coraz bardziej doskwierać. Zarówno Marcin, jak i ja mieliśmy już suche bidony, a przydrożne sklepy były co do jednego pozamykane. Niedziela była.  Kontynuowaliśmy jazdę, „rozmieniając” wskazania licznika kilometrów pozostałych do końca trasy. Z perspektywy czasu oceniam, że tak duża ilość asfaltów na ostatnich kilometrach, która z pewnością nie podnosiła atrakcyjności trasy, okazała się jednak zbawienna. Umieszczenie na końcówce jakichś polno-piaskowych OS’ów byłoby dużo bardziej wymagające – zarówno fizycznie jak i psychicznie.

17 mg2022 przezlas

Z utęsknieniem czekaliśmy, aż w zasięgu wzroku pojawią się zabudowania miasta. Jadąc „na oparach” nie zwracaliśmy już uwagi na malowniczy teren rekreacyjny wokół Zalewu Borki, ani „rowerostradę” poprowadzoną Bulwarami nad Mleczną. Przelecieliśmy jak na skrzydłach (ostatkiem sił)  ostatnie metry – aż do mety, zlokalizowanej w ośrodku MOSiR. Na mecie powitał nas Marcin, każdy z nas otrzymał pamiątkowy medal oraz tradycyjnie – okolicznościowy bowarek. Wreszcie można było na dobre zaparkować rower. Wymęczeni, ale szczęśliwi – tak jak większość finisherów na trasie ultra.

18 mg2022 cianka

Epilog

Jazda non-stop, żwawe tempo oraz współpraca z Marcinem sprawiła, że ukończyliśmy wyścig z czasem (brutto) 27 godzin 43 minuty, plasując się wysoko w końcowej klasyfikacji na 13 i 14 miejscu. Taki wynik był zdecydowanie powyżej moich oczekiwań, nie mam jednak wątpliwości, że nie byłby możliwy do osiągnięcia przy jeździe solo.


Za metą na finisherów czekał posiłek regeneracyjny, a szpaler leżaków zachęcał do przyjęcia innej pozycji. Co więcej – dzięki zaangażowaniu salonu ROADBIKE – była możliwość oddania roweru do umycia. Super sprawa, bo nie ma chyba bardziej przykrego widoku dla umęczonego finishera, niż widok jego …. równie umęczonego roweru.

22 mg2022 medalKolejny medal i numer startowy do kolekcji. Na plecach telefonu "ściąga". Piwo finiszera nie zdołało się uchować ...

Na ławach, pod parasolami, zawodnicy w podgrupach dzielili się na gorąco wrażeniami z trasy. Mnie trafiła się nawet możliwość porozmawiania z top-of-the-top tegorocznego wyścigu: Bartkiem Przybylakiem, Krystianem Jakubkiem oraz Czarkiem Urzyczynem. Każdy z nich dzielił się swoimi wrażeniami oraz opowiadał (a jakże) o perypetiach z trasy. Fajnie było posłuchać zawodowców.


Po posiłku i odświeżeniu roweru (myjka) oraz swojej osoby (prysznic w ośrodku MOSIR), przybiciu piątki z kilkoma kolejnymi zawodnikami, z którymi ‘tasowaliśmy’ się na trasie, spakowałem dobytek i ruszyłem w ostatni tego dnia wyścig – aby zdążyć na pociąg Kolei Mazowieckich, który miał mnie dowieźć z powrotem do domu. Paradoksalnie, właśnie w pociągu przyszło mi stoczyć najbardziej heroiczną walkę ze zmęczeniem i potężną sennością. Adrenalina i endorfiny, które obficie zostały dostarczone do krwiobiegu po przekroczeniu mety, zdołały się już gdzieś ulotnić. Mając w perspektywie 1 godzinę i 45 minut podróży, bezskutecznie szukałem sposobu, żeby nie zasnąć. Niestety nie miałem już rezerwowego żelu z kofeiną. Koniec końców – wytrwałem i nie dałem się Morfeuszowi, choć łatwo nie było.

19 mg2022 pkp

Podsumowanie

Podsumowując, Mazowiecki Gravel 2022 uznałbym za imprezę bardzo udaną. Duże brawa dla organizatorów: Bartka i Marcina oraz wszystkich, którzy ich wspierali. W porównaniu z ubiegłym rokiem, impreza rozwinęła się o nowy dystans 220km, adresujący ostrożne zainteresowanie ze strony debiutantów - dla których dystans 500km jest „przeraźliwie przerażający”, a 200km -przerażający jakby trochę mniej. Dobry ruch, bo mało kto jest na tyle odważny (bądź lekkomyślny), aby przygodę z rowerowym ściganiem ultra rozpoczynać od dystansu 500+km. Kolejną świetną opcją była możliwość wyboru dnia startu – w piątek, dla osób planujących wolniejszy przejazd, lub w sobotę – dla osób planujących ukończenie wyścigu w czasie poniżej 48 godzin.


Na zdecydowanie pozytywną ocenę zasługuje też trasa tegorocznego wyścigu, która była urozmaicona, ale jednocześnie dość łatwa dla uczestników: fragmentów trudnych technicznie lub wymagających przeprowadzenia roweru było raptem kilka- i w końcowym obrazie- nie zmieniały one oceny trasy jako całości. Co zaskakujące, na trasie raptem tylko w kilku miejscach były niedługie fragmenty piasku, w większości przejezdne, które tylko przypominały uczestnikom, że znajdują się na Mazowszu, krainie o statystycznie większej niż w innych regionach „zawartości piasku w szutrze”.

20 mg2022 przenosy

Dla sprawiedliwości należy przyznać, że pogoda w tym roku okazała się wyjątkowo łaskawa i dla organizatorów i dla uczestników. Deszcze, które przechodziły nad krajem w tygodniu poprzedzającym start sprawiły, że podłoże (szczególnie piaski) były bardziej zwarte, co niewątpliwie sprzyjało przejezdności. Z drugiej strony, dwa ciepłe i słoneczne dni bezpośrednio przed startem sprawiły, że większość dróg zdążyła wyschnąć – nie było więc błotnych przepraw, co najwyżej slalom między kałużami. Piątek, sobota i niedziela były ciepłe i słoneczne, nie przesadnie upalne, co sprzyjało efektywnej jeździe. Temperatury w nocy były również względnie przyjazne - nie spadały poniżej 10stC.

Gratulacje należą się również wszystkim uczestnikom-finisherom – za wytrwałość, walkę ze swoimi słabościami i przeciwnościami losu, za moc pozytywnej energii i …. gotowość niesienia pomocy innym. Na mecie i w komentarzach na FB poznałem dziesiątki historii o pomocy udzielanej bezinteresownie uczestnikom w potrzebie.

Artur oraz Michał, dwa filary stowarzyszenia Team29er, również mieli powody do zadowolenia, o czym najlepiej świadczy okraszone "bananem" zdjęcie po przekroczeniu linii mety. Gratulacje!

21 mg2022 micha

Michał Śmieszek (miejsce 151) z Krzyśkiem Makowskim (152) na mecie! Zapłacili za 3 dni i tak jechali! Przygodowo :)

Biorąc pod uwagę dużo entuzjastycznych opinii należy liczyć, że kolejna edycja Mazowiecki Gravel będzie się cieszyć nie mniejszym zainteresowaniem. Organizatorzy w tajemnicy zdradzili jedynie bardzo ogólne założenia co do trasy, która ma prowadzić po wschodniej części Mazowsza.


Zatem - do zobaczenia na starcie w 2023!


Na koniec garść informacji technicznych:

  • Rower: Cannondale CAADX, po licznych modyfikacjach
  • Opony: Maxxis Rambler 700x40c przód, 700x38c tył, na mleku
  • Napęd: 2x10, 34/48 przód, 11-34 tył
  • Nawodnienie: 2xbidon 0,75
  • Torba pod ramę: wyrób własny, parametry niepewne ;)
  • Torba podsiodłowa: ProX Oregon, 1,5l
  • Oświetlenie: Convoy S2plus + ogniwo 18650
  • Nawigacja: Wahoo Bolt V1

TAGI:Mazowiecki Gravel Relacja ultramaraton gravelowy