http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/Sprzet/Testy/Canyon%20Nerve%20Al79/P7064875_resize.JPG
Żeby powiesić sobie wielki Canyon na ścianie, na przykład oprawiony w antyramę, nie trzeba przemierzyć już tryliarda kilometrów za Wielką Wodę. Lepiej....nie trzeba nawet wychodzić z domu do ulubionej księgarni na rogu. Wystarczy za to odpalić przeglądarkę, wpisać magiczne słowo, jeszcze trochę czynności towarzyszących i skoro Mahomet sam nie może, to tym razem kanion przyjedzie osobiście do niego zapakowany w wielkie pudło.
 
Przemysław Kiesio i Michał Śmieszek
 
Prosto, przez Szczecin, z krzyżackiej centrali. Tak to się teraz odbywa. Mamy jakby nie patrzeć XXI wiek i Internet jest idealnym kanałem sprzedażowym nawet takich produktów jak rowery. Krótko mówiąc - sprzedaż bezpośrednia, bez dilerów, sklepów wyłożonych granitem, hostess i ogolonych sprzedawców. Z takiego założenia wyszli założyciele marki Canyon, która powstała w czasach, kiedy wielu z naszych czytelników było dopiero w planach, a ci nieliczni wspinali się po drabinie na dywan. Żeby było jeszcze ciekawiej, to nasi sąsiedzi zza miedzy, choć w starych dobrych czasach dzieliła nas ponoć jakaś żelazna kurtyna. Nie trzeba wcale jechać do USA, aby znaleźć ludzi z fantazją i smykałką do wielkiego handlu.
 
Canyon, choć istnieje już tak bardzo dłuuugooo, na naszym rynku zaistniał bardzo niedawno. Ale za to wdarł się przebojem i niemal od razu zdobył serca swoich właścicieli. Pierwszym, mądrym krokiem było spolszczenie strony internetowej, co świadczy o tym, że nasi sąsiedzi nie traktują Polaczków jako trzeci świat, lecz rynek, gdzie można zarobić te parę euro. No i gites. 
 
Drugim krokiem, z naszego punktu widzenia o wiele ważniejszym, było nawiązanie kontaktu z mediami i udostępnienie im tych ponoć genialnych i turbo nadprzestrzennych rowerów, o których Zachód tak pozytywnie się wypowiada. Tak właśnie trafił w nasze pielesze specjalista do zabawy, Canyon Nerve AL 7.9 -  maszyna uznana przez niektóre zachodnie media za najlepszy full w kategorii "ścieżkowce/All Mountain".
 
P7064875 resize
 
Taśmy na kartonie świadczyły, że tuż przed Nami, szaro zieloną bestię oblatywali zapewne koledzy z Bikeboardu. Potwierdzeniem tej teorii była wcześniejsza publikacja w jednym z ostatnich wydań. Tym bardziej więc byliśmy ciekawi, czy nasze spostrzeżenia będą choć trochę podobne do doznań reszty świata ;). No to dzieła!
 
Off the box
 
Jedną z pierwszych rzeczy, którą zapewne zauważa każdy odbiorca przesyłki z Canyon Gmbh jest tajemniczy czarny woreczek pokaźnych rozmiarów, który wypada z pudła. A w nim.... (w tle słychać motyw przewodni z filmu Psychoza) skarby piratów z Karaibów niezbędne do przeżycia na bezludnej wyspie: 
  • solidna pompka do amortyzatora
  • zestaw bitów - imbusy + śrubokręty
  • zapasowa rurka teflonowa prowadząca cięgna przerzutek wewnątrz ramy
  • instrukcje obsługi wszelkich systemów zainstalowanych w rowerze.

P8015536P8015538

P8015537

Przyznam, że z jednej strony jestem pod wrażeniem obecności tych "przydasiów" - rzadko który producent dokłada tak oczywiste gratisy w komplecie. Z drugiej zaś zaskoczenia nie ma, jeśli człowiek przypomni sobie, kto jest producentem testowego roweru. Niemcy....  - Ordnung muss sein, a klient musi być sehr dopieszczochen!

Oprócz skrzynki skarbów z kartonu wyłania się majestatycznie jego aluminiowa wielkość, Nerwus AL 7 kropka dziewiąty. Rower jest charakterystyczny i trudno go pomylić z innymi konstrukcjami dostępnymi na rynku. Canyon, jak przystało na światową markę oferuje wzornictwo przemysłowe na miarę obecnych czasów - nerwus otrzymał miękkie kształty, zaś bezkompromisowe profile rur połączono eleganckimi łuskami spawów.

P7064880 resize

 

P7064896 resize

Do produkcji użyto niezwykle popularnego stopu aluminium 7075, który poddano cieniowaniu i hydroformowaniu, dzięki czemu nisko opadająca górna rura tworzy naturalny duży przekrok. Komin rury podsiodłowej wzmocniono aluminiową belką. Jak przystało na solidny niemiecki produkt, posiada on wszelkie technologiczne bajery typowe dla konstrukcji z wyższej półki: powiększona główka, sztywna oś tylnego koła 142x135mm, wewnętrzne prowadzenie cięgien przerzutki przedniej i tylnej, suport press-fit BB92, mocowania zacisków hamulca w standardzie Post Mount.

 P7064899 resizeP7064884 resize

Widać, że element estetyczny oraz jakość wykonania pełnią istotną rolę w procesie produkcyjnym. Pachnące marketingiem stwierdzenie nie jest czymś niesamowitym w kontekście wspomnianej niemieckiej pedantyczności, to po prostu norma, jaką powinni stosować wszyscy producenci rowerów.

Tylne zawieszenie w 29erach z Koblencji to typowy czterozawias z tłumikiem ustawionym równolegle do rury podsiodłowej. Zdaniem autorów tego projektu specyficzne umieszczone punkty obrotu wahacza eliminują do minimum pompowanie zawieszenia. Piwoty piwotami, ale prawda jest taka, że połowa sukcesu to damper - w tym przypadku tłumik FOX Float CTD Performance BV. Solidna platforma to podstawa....W każdym razie zarówno przedni jak też tylny amortyzator zapewniają po 110mm skoku, który w zupełności wystarcza na sportową jazdę na większości górskich szlaków.

P7064881 resizeP7064885 resize

Na głównych osiach obrotu oraz w rockerze zastosowano solidne "maszynowe" łożyska ACB - podwójnie uszczelniane, co ma przełożyć się na przedłużoną trwałość układu w trakcie użytkowania. Już możemy stwierdzić, że producent łożysk jest solidną firmą - nasz ostry miesięczny test + poprzedni nie uwolnił najdrobniejszego luzu, zaś ruchome elementy poruszają się nadal płynnie.

UZBROJENIE

Całkowicie uzbrojony Nerwus waży 13kg, co z jednej strony jest bardzo dobrym wynikiem biorąc pod uwagę brak choćby najdrobniejszej nitki włókna węglowego oraz nie ściganckie przeznacznie roweru. Więcej, patrząc na specyfikację techniczną trudno oprzeć się wrażeniu, że za 8 tysiaków z okładem trudno znaleźć równie atrakcyjną ofertę. Z drugiej zaś strony 13 kilosów nie napawa optymizmem, gdy trzeba wtoczyć się na szczyt, albo finiszować "w trupa" na ostatnich metrach maratonu (to ci, którzy jednak zdecydują się na amatorskie ściganie na Canyonie).

Na pokładzie znalazło się miejsce dla przedniego amortyzatora FOX CTD 29 Evolution (bez powłoki Kashima) ze 110mm skoku, bardzo dobrze znanego nam kompletu kół Mavic Crossride 29 obutych w zestaw kapci Schwalbe Rocket Ron/Racing Ralph 29x2.25", bardzo przyzwoitych komponentów od Braci Crank'ów: kierownica Cobalt 2 Riser, mostek Cobalt 1, wspornik siodła Iridium SL. Maszynowe łożyskowanie kierownicy to także produkt Crank Bros.

P7064893 resize

Wyhamowaniem szarego ścieżkowca zajmują się Elixiry "trójeczki" wraz z tarczami 180/180mm. Obecność akurat tego modelu wywołała mieszane uczucia, czy aby dadzą sobie radę na stromych górskich zjazdach Beskidu Sądeckiego. Od razu powiem, że tak skutecznych hampli dawno nie widzieliśmy. Jeśli ktoś lubi żylety, będzie szczęśliwy. Jeśli ktoś lubi modulację...no to powinien rozglądać się za innym modelem. 

P7064903 resize

Siodełko Selle Italia X1 wygląda na wygodne i takie jest w rzeczywistości. To oczywiście subiektywna ocena wystawiona po "próbie maratońskiej", Siedzisko nie należy do najlżejszych, lecz w tym przypadku komfort postawiono na pierwszym miejscu.

Oprócz ramy, "drugim sercem" w rowerze jest napęd. Canyon stanął na wysokości zadania i w cenie 8k udało się skompletować mocny mikst Shimano. Tylna przerzutka oraz dwublatowe korby pochodzą z grupy XT, zaś manetki i przednia zmieniarka z tańszej SLX. Odstępstwem od całości jest 10-cio rzędowa kaseta Deore 12-36, która jest dosyć ciężka. Dziwi także, że Niemcy zdecydowali się na taki krok, gdyż w instrukcji francuskich kół Mavica wyraźnie jest napisane, że stosowanie "zwykłych" kaset na aluminiowym bębenku jest bardzo niewskazane. Wystarczyłby już nieco droższy SLX.... 

Za to trzeba pochwalić za implementację mechanizmu korbowego XT - w tej klasie cenowej to rzadkość, a bądź co bądź lekkie i mocne korby są ważnym elementem napędu.

TABELKI I CYFERKI
Do testu otrzymaliśmy rozmiar M - według nomenklatury niemieckiej firmy pasujący na osoby od 170 do 180cm. Na rysunku technicznym Nerve AL 7.9 wygląda tak:
 
geometrie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  Frame size S (16") M (17.5") L (19") XL (21.5")
A Seat tube length 405 445 485 545
B Top tube length 561.4 581.4 606.8 632.2
C Head tube length 100 100 120 140
D Head tube angle 70° 70° 70° 70°
E Seat tube angle 74° 74° 74° 74°
F Chainstay length 450 450 450 450
G Wheel base 1090.6 1110.6 1137.4 1164.3
H Stack 597.9 597.9 616.6 635.4
I Reach 390 410 430 450
J Stand-over height 790.2 802.2 820 862.5
K Bottom bracket Offset -38 -38 -38 -38
  Spacer 20 20 20 20
  Stem length 70 80 90 100
  Handlebar width 700 700 700 700
  Crank length 170 175 175 175
  Seat post diameter 30.9 30.9 30.9 30.9
  Wheel radius including tyres 371.5 371.5 371.5 371.5
  Fork installation length 510.8 510.8 510.8 510.8
  Front fork travel 110 110 110 110
  Rear shock travel 110 110 110 110
Canyon jest doskonałym przykładem wypośrodkowania geometrii, która w obecnej formie ma zadowolić zwolenników sportowej (nie wyczynowej) jazdy oraz osoby potrzebujące przestrzeni nie ograniczonej taśmami wyznaczającymi trasę maratonów, choć prawdę powiedziawszy to właśnie na nich sprawdzi się idealnie. Canyon jest zwarty - czytaj: górna rura jest relatywnie krótka, tym samym pozycja za kierownicą nie jest oględnie mówiąc zbyt wyciągnięta.  Kąty główki i podsiodłówki każą mniemać, że ten model preferuje szybki obrót korbami, a prowadzenie go nie będzie drogą przez mękę.  Tradycyjnie, należy wspomnieć o długości ogona. 450 milimetrów niestety "dupy nie urywa", jak to teraz mawiają. Kto liczy na łatwy rajd między sosenkami, ten się może przeliczyć. Za to można założyć stabilność i przyczepność na podjazdach. Kwękacie?
Mam nadzieję, że nie..., gdyż wbrew logice rower to nie tylko cyferki, lecz w pewnym sensie "żywe stworzenie". Najlepszym dowodem jest Nerwus.
 
JAZDA UŁAŃSKA
 
Czy może być lepsza wiadomość z redakcji na dwa tygodnie przed Golonką, że trzeba przetestować fulla? ;) Pytanie retoryczne, zwłaszcza jeśli obiektem doświadczalnym jest Canyon Nerve AL 7.9 - rasowy ścieżkowiec "do tańca i do różańca". Przyjemność jazdy na przyzwoitym fullu trudno porównywać z tą samą radością na hardtelju. Wiem coś o tym, gdyż jakiś czas temu przesiadłem się na bujaną konkurencję z logiem "SC".
 
Jak już wspomniano parę akapitów wcześniej - testowany przeze mnie egzemplarz był w rozmiarze M, oraz w malowaniu "pod Team29er" tj. szarość z dodatkiem pięknej, zieleni a la "Kawasaki". Charakterystyczna kolorystyka w połączeniu z równie nowoczesną linią sprawia, że Canyon Nerwus wzbudza żywe zainteresowanie pci pięknej oraz brzydkiej. Syćko piknie, ale co widać a czego nie ma na stronie producenta, lub nie rzuca się w oczy dopiero, gdy trzeba sprzęt przygotować do jazdy?
Dla mnie, głównego testera było to na przykład prowadzenie linki tylnego hamulca, które uniemożliwia zamocowanie czujnika prędkości/kadencji Garmina na tylnych widełkach. Niby pierduła, ale nieco się zdziwiłem i zawiodłem. No, ale nie każdy jest takim spalaczem kalorii jak ja, który nie potrafi żyć bez rytmu. :) :)
 
Pomimo moich utyskiwań, pancerze poprowadzone są generalnie bez zarzutu. W trakcie testu nie wydawały nieprzyjemnych odgłosów. Szczęście w nieszczęściu nie byłem także zmuszony do wymiany linki - zakładam jedynie, że skoro producent daje w komplecie zapasowe "prowadzenie", to wymiana nie może być arcy-skomplikowana, Sam napęd podczas tych kilku tygodni sprawował się dzielnie, dobrze wyregulowany odwdzięczał się bez awaryjną pracą w każdych warunkach, jakich przyszło mi jeździć. Nawet beskidzkie błoto go nie pokonało. Tu należy się słowo uznania za dobrze uszczelniony ostatni odcinek cięgna przedniej przerzutki. Linka wychodząca w newralgicznym miejscu. 
Pokochałem sztywne osie...nie tylko za wyczuwalną sztywność połączenia z ramą, ale przede wszystkim za komfort demontażu w przypadku np. wymiany dętki i brak kłopotów z ustawianiem zacisku tylnego hamulca. Wyjmujesz, wsadzasz i wiesz, że na 99% zacisk będzie w tym samym miejscu. W przeciwieństwie do przedniego koła, tylne wymaga użycia klucza imbusowego, ale to nie problem.
Zabrakło mi jednej rzeczy - komplet Maviców jest przygotowany domyślnie pod opony "tubeless ready". Skoro w ekskluzywnej szasetce znalazło się miejsce dla pompki i kluczy to czemu zabrakło dla pary wentyli oraz 5 metrów taśmy uszczelniającej. Szkoda. Są firmy, które dopieszczają w ten sposób swoich klientów....
 
Poza tym lakier - ten wydaje się być solidny, nawet przy kilku upadkach nie widać było, aby zrzucił wagę ;). Jedynie nienaturalne froterowanie ubłoconym obuwiem spowodowało eleganckie lustro na lewej rurze łańcuchowej. Medalu raczej nie dostaniemy od Canyona za takie traktowanie super-roweru.
 
Rower sprawdziłem w 3 środowiskach. Podczas codziennej jazdy po mieście, na rundzie XC podczas ćwiczenia techniki oraz na maratonie "pure MTB" na dystansie Giga.
 
Środowisko miejskie:
 
Zanim wyruszyłem w prawdziwy teren, Nerwus musiał zmierzyć się z miejskimi szlakami podczas podróży do pracy. Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca za kierownicą to wyraźna wręcz zwartość roweru. Pozycja jest akuratnie neutralna - prowadzący nie leży na kierownicy, lecz siedzi nieco wyprostowany, co sprzyja zachowaniu kontroli nad tą dziką bestią. Kolejne zaskoczenie przychodzi, gdy noga naciska na pedał. Canyon błyskawicznie "odpala" mimo swoich 13kg - transfer mocy jest niemal 100 procentowy. Wbrew pozorom to nie cud , lecz dobrze opracowany projekt, gdzie jednym z priorytetów musiała być sztywność, no i efektywność tylnego zawieszenia. W trakcie szybkich sprintów, wahacz oraz koła Mavica nie pływają na boki. Kłania się sztywna oś Maxlite 12mm i QR15 z przodu. Francuskie toczydełka nie należą do elity jeśli chodzi o podatność na odkształcenia, tym niemniej oferują znacznie więcej niż OEM'owe zestawy na tanich komponentach. "Wycieniowany" amator góskich eskapad będzie wdzięczny za ich obecność. Precyzję sterowania zapewnia także układ kierowniczy - szeroka kierownica Cobalt 1, amortyzator Foxa + pancerny węzeł główki ramy.  
P7064591 resize
Przy ustawieniu amortyzatorów w pozycji "ascend" mknęło się na w miarę sztywnym zawieszeniu, które podczas agresywnych sprintów między samochodami uginało się w minimalnym stopniu. Dopompowane opony Schwalbe zapewniały za to niskie opory toczenia i szybką jazdę. Kaseta 11-36 w połączeniu z wieńcami korby 38-24 bez problemu wystarczy do dynamicznego łykania kilometrów po płaskich i bitych drogach Mazowsza oraz pokonywania ciężkich wielokilometrowych podjazdów Beskidzia. 
 
Zarówno na chodnikach jak i nadwiślańskiej ścieżce rowerowej Nerve przemykał połykając wszelkie krawężniki, wystające płyty chodnikowe, korzenie i tym podobne atrakcje. Pomimo, że jest to niezbyt lekki full 29er, bardzo sprawnie przeskakiwałem nim przeszkody. Nie dało się też nie zauważyć jak rower przyśpiesza. Miałem wiele radości z ruszania spod świateł. Jeśli tylko ma się bezpieczne miejsce pod pracą, to aż szkoda trzymać ten rower tylko na maratony.
 
Jedynym minusem-plusem jest wygląd. Jak wspomniałem wcześniej  - zdecydowanie lepiej nie zostawiać go na parkingu rowerowym pod biurem - za bardzo wyróżnia się wyglądem posród innych jednośladów.
 
Weekendowe harce na rundzie XC:
 
W weekend nadeszła pora na sprawdzenie, co Nerve AL 7.9 ma do zaoferowania w terenie. Wybrałem sie na pobliską rundę XC. Dwie godziny szaleństwa po trasie pozwoliły poznać możliwości terenowe tego rumaka. Do wyboru miałem podjazdy i zjazdy o różnym stopniu nachylenia, uskoki z kamieniami, dropy, kręte ścieżki pomiędzy drzewami. W tygodniu pobawiłem się ustawieniem SAG'u. Po raz kolejny potwierdza się, że kluczem do sukcesu jest właściwe ustawienie tego parametru. Oczywiście minimalne odstępstwo od normy - czyli nieco większe ugięcie ok 25-30% jest możliwe i nie zepsuje działania zawiechy, jednak ja pozostałem wierny zasadzie 20% - tak zestrojone zawieszenie najbardziej mi odpowiadało.
P7064638 resize
P7064644 resizeP7064648 resize
 
W trybie "platfusa" (pardon...plaftormy) zawieszenie pracuje efektywnie, choć bujanie jest znacznie bardziej odczuwalne i ortodoksyjni ścigacze będą kwękać. Trzeba nauczyć się z tym żyć....taki lajf! Swoją drogą warto korzystać z predefiniowanych ustawień Liska i nie pomykać cały czas na jednym.
 
Podjazdy także nie sprawiają najmniejszych problemów, czym byłem bardzo pozytywnie zaskoczony biorąc pod uwagę mało agresywną pozycję zajmowaną za kierownicą. Źródeł sukcesu należy moim zdaniem upatrywać w dłuższym ogonku, bardzo dobrze umiejscowionym środku ciężkości, oraz oczywiście aktywnemu i sztywnemu bocznie zawieszeniu, które przykleja opony do podłoża bardzo utrudniając zerwanie trakcji. Na wyjątkowo sztywnych stromiznach przyjacielem okazuje się być nawet siodełko Selle Italia z długim noskiem, które pozwala łatwo przenieść ciężar ciała do przodu. Z takich "zapleczem" zdobywanie szczytów było czystą przyjemnością. Nic dziwnego, że Canyon Nerve zdobył uznanie branży rowerowej jako jeden z lepszych ścieżkowców ostatnich lat.
 
P7064798 resize
 
Tam, gdzie jest podjazd jest także zjazd. Ten element trasy Nerwus pokonuje pewnie, gładko i bez problemu. Dość stromy kąt główki pozwala na kontrolowane manewrowanie pomiędzy drzewami na stromiznach. Jedynie na ciaśniejszych wirażach warto docisnąć dupkę i balansować ciałem, aby Canyon elegancko nie wyleciał w krzaki, co sprawia, że zabawa na tym rowerze z lekkim ADHD jest ciekawym przeżyciem i wymaga paru chwil obycia. 
P7064818 resize
 
 
Na deser zostały korzenie oraz schody. Tutaj ustawiłem amortyzatory w pozycji otwartej i pozwoliłem sobie poszaleć. Duże koła w połączeniu z bardzo dobrze zestrojoną zawiechą sprawiają, że Nerwus mknie po nich jak przecinak zarówno przy wolnym, ostrożnym przejeździe, jak i na szybszych przelotach, co bardzo pomaga w doskonaleniu techniki jazdy na tego typu przeszkodach. Wspominałem już o genialnej sztywności Nerwuska?...... :) :) :)
 
 
Czas na danie główne.....
Golonko Piwniczna 2013.
 
Bo bardzo udanych próbach terenowych z niecierpliwością czekałem na maraton w Piwnicznej. Zapowiadało się miłe kręcenie na giga. Miało być sucho, szybko i relatywnie łatwo. Niestety już w drodze zaczęło obficie padać. Przestało siąpić z nieba dopiero po ukończeniu maratonu...
W sumie może i  dobrze się stało - Canyon miał okazję zademonstrować wszystkie swoje walory na 75km błota i deszczu. A ja miałem sposobność sprawdzenia, czy pod koniec tak ciężkiej przeprawy sprzęt za 8 klocków nadal będzie wart swojej ceny.
 
Na starcie staję w lekkiej mżawce. Napęd nasmarowany, zawieszenie dostrojone, ciśnienie w kapciach ustawione na opcję "Off-road". Odliczanie "sri-tu-łan" i ogień. Kamieniste, beskidzkie podjazdy łykam jak kaczor z mlaśnięciem - potwierdza się poprzednia obserwacja z mazowieckich pagórków, lecz tym razem mierzona kilometrami a metrami. Widać, że linia Nerve została stworzona właśnie do takiego długiego bujania się po prawdziwych górach. Pomaga neutralna pozycja za sterami mojego bombowca. Kłopoty zaczynają się, gdy ilość błota zaczyna przewyższać ilość kamieni. Luźne podłoże sprawia, że niemieckie ogumienie nie radzi sobie z utrzymaniem trakcji i muszę podprowadzić rower. Może to tylko brak wiary w sprzęt i słabe nerwy, bo z czasem wyczuwam nerwowe zachowanie Nerwusa i takie atrakcje nie są już pretekstem do zsiadania z roweru. Niemniej startowy zestaw opon nie sprawdził się tak jak tego oczekiwałem po "wielkiej parówie", ale z drugiej strony ani "Rakietowy Ron", a tym bardziej "Tańczący Ralf" nie są stworzone na tak skrajne warunki na trasie. In plus można zaliczyć jedynie ilość miejsca na błoto, gdyż nie zdarzyło się, aby tylne koło stanęło z powodu nagromadzonej gleby.
 
Najbardziej boję się o hamulce, dotąd nie miałem ich jak sprawdzić na długich zjazdach. Na pierwszym dłuższym zjeździe miłe zaskoczenie. Działają bardzo dobrze pomimo, że nie miałem zbyt wiele czasu na przyzwyczajenie się do ich specyficznego działania. Okazuje się, że w zastanych okolicznościach przyrody słaba modulacja i brutalna siła  "Trójeczek" są atutem, a lekcja obsługi jest błyskawiczna. 
P7064804 resize
 
Zjazdy, podjazdy, agrafki.... jednym słowem raj każdego purysty MTB. Dzika zabawa trwała prawie 7 godzin. Niestety w okolicy 60 kilometra skończyły się tylne okładziny a w okolicach 70-ego  także przednie. W tym momencie rozsądek wziął górę nad niepohamowaną radością. Redakcyjny serwismen potwierdził, że końcówkę morderczego maratonu hamowałem blachami i siłą woli. Osób takich jak ja było tego dnia znacznie więcej...Poza tym, rower sprawował się dzielnie. Nie było problemów z napędem, kilka razy na bufecie przeczyszczałem go nieco wodą. W całym tym błotnym eldorado nie miałem problemów ze zmianą biegów. Zębatki korby ani razu nie zassały łańcucha. J
MTBPoweradeGarmin2013Piwniczna
 
 
Bardzo duże słowa uznania należą się czterozawiasowi. Mimo kąpieli w błocie nawet na sam koniec nie słyszałem jęków konania tak charakterystycznych dla fulli przy tego typu atrakcjach. Po mało sympatycznych doświadczeniach z moją Santą, jakość pracy i trwałość niemieckiego rozwiązania jest miłym, naprawdę miłym zaskoczeniem. Zawieszenie ochroniło mój zad, krzyż nie bolał. Bezproblemowo mogłem prowadzić auto z powrotem do domu.
 
Żeby dorzucić choć łyżeczkę dziegciu do tego miodu subiektywnie stwierdzam, że brak blokady na kierownicy jest istotną wadą w kontekście maratonowego wykorzystania Canyona. Warto dopłacić parę złociszy, aby mieć sterowanie zawieszeniem na mostku. Kilka razy zdarzyło mi się, że nie wiedziałem w jakim trybie mam ustawiony przełącznik. A nie czarujmy się, że w takich warunkach platofrma załatwi sprawę. Niby ma być optymalnym rozwiązaniem, lecz w praktyce wachlowanie między opcjami "zjad" i "podjazd" było koniecznością, aby sprzęt nie odbierał cennych watów, nawet kosztem komfortu. 
 
 
Ok, rower został przetyrany czas na werdykt. Nie sądziłem, że zachwyci mnie full na kołach 29. Dotąd myślałem, że mało kiszkowy bujaniec lub HT 29 to "świat i ludzie". Szczególnie, że za fulla nie tylko trzeba zapłacić więcej na starcie, ale potem utrzymać go. Być może z racji położenia geograficznego 29ery z Koblencji są lepiej dopracowane pod względem trwałości i odporności na błoto, jakiego nie spotkamy w słonecznej Kalifornii. Ale nawet w porównaniu do sztywnoogonowych 29erów, na których miałem okazje jeździć, Canyon wypadł zdecydowanie in plus. Oczywiście waga nie zachwyca, ale mówimy tutaj o wersji budżetowej, której spokojnie można zaaplikować dietę odchudzającą - tak pewnie zrobią rasowi maratończycy. Jeśli jednak "lajt-bajk" nie jest priorytetem to prawda jest okrutna: Niemcom udało się stworzyć rower, który spokojnie można uznać za docelowy i który z pewnością zaskoczy pozytywnie każdego entuzjastę jednośladów. Zaskakująca sztywność, zdolność do pokonywania podjazdów i zjazdów, oraz skrętność porównywalna do małej kiszki czyni ten rower łakomym kąskiem dla osób poszukujących "uniwersalnego", komfortowego sprzętu na lata. Nie sądzę bowiem, aby Canyon zestarzał się w przeciągu najbliższych paru sezonów - spodziewam się co najwyżej "face-liftingu" - drobnych poprawek, np przeprojektowania nieszczęsnego prowadzenia pancerza tylnego hamulca. Być może warto byłoby skrócić ogon Canyona - nawet drobne 5 milimetrów sprawi, żę Nerwus będzie wymagał mniej koncentracji na technicznych sekcjach. Tak czy owak, Canyon Nerve AL sprawił, że od dziś widząc niemieckiego fulla 29, dwa razy zastanowię się nim krzyknę "turystyczny cross do bujania się po szerokich szutrówkach". To chyba najlepsza rekomendacja.