http://www.test.rowery650b.eu/images/stories/Sprzet/Testy/Rudy_Fat29/Jazda/P3238680_resize.JPG

"Na łąkach kaczeńce, a na niebie wiatr, a my na wojence oglądamy świat. Na łąki wrócimy, tylko załatwimy parę ważnych spraw. Może nie ci sami, wrócimy do mamy. My czterej pancerni powrócimy wierni, po wiosenny bez."

Michał Śmieszek

 

 

JAZDA UŁAŃSKA

Nie będzie przesadą, jak powiem, że pierwsza wycieczka w prawdziwy teren była kompletnie nowym doświadczeniem, które momentalnie wyzwoliło moc endorfin, a na buzi pojawił się szeroki banan. Na samym początku mojej przygody właściwie nie wiedziałem, co mnie czeka. Pewne było jedynie to, że jazda na tytanie, na kole 29+ będzie czymś więcej niż tylko kolejnym testem kolejnego zwykłego 29era.

No dobra! Tak masywne i wielkie koła prowadzą się przecież inaczej niż zwykłe. Ale czy różnica jest aż tak wyraźna w porównaniu do zwykłej grubej kiszki?

I tak i nie! Szerokość, a przede wszystkim wielkość kół czuć natychmiast po pierwszym wprawieniu ich w ruch. Co tu dużo gadać, Surly Knard osiągają na obręczy Nothpaw efektywnie niemal 80mm! Nie ma, że boli! Chociaż nie....czasem boli. 

Rudy Fat rusza wolniej do boju, niż klasyczny ścigacz XC, jaki miałem okazję dosiadać do tej pory. Tu nie było zaskoczenia biorąc pod uwagę masę toczydełek. Ale z drugiej strony byłoby niezmiernie krzywdzące powiedzieć, że to muł, ponieważ jak na swoje parametry, Rudy przyspiesza naprawdę sprawnie i gładko. Jest to zasługą sztywnej ramy, bardzo sztywnego widelca oraz charakterystycznych opon Surly Knard, których obły profil oraz niezbyt agresywny bieżnik doskonale sprawdzają się na większości napotkanych tras. Podczas kolejnego zakręcenia korbą, nabrania prędkości a następie zamarkowania skrętu ujawnia się "ukryta' cecha prawdopodobnie większości fat bajków - efekt żyroskopowy. Rudy jest niezwykle stabilny, lecz nagła konieczność zmiany toru jazdy wymaga od kierującego wytężonej pracy, a nie "skrótu myślowego". Mimo relatywnie dobrej "responsywności", Rudy Fat nie jest maszyną dla żółtodzioba.

P3238646  resize P3238663 resize
P3238632 resize P3238626 resize

W terenie, przy niewielkich prędkościach jest to praktycznie pomijalne, jednak gnając miejskimi ścieżkami slalom między przechodniami jest wyjątkowo hardcorowy. Ale to akurat dobra rzecz, gdyż w efekcie zmniejszamy własny czas reakcji oraz myślimy z wyprzedzeniem. Koniecznie trzeba podkreślić bardzo istotną zaletę tak szerokich opon - niesamowite wręcz przyklejanie się do podłoża, co pozwala w fantastyczny sposób złożyć się w zakręcie praktycznie na każdej utwardzonej nawierzchni.

P3238548 resize BW

Opony to jedno, ale nie mniej istotna jest geometria tytanowej ramy - zwłaszcza krótki ogon, długa górna rura, uniwersalne kąty główki i rury podsiodłowej oraz sztywny widelec. Połączenie tych parametrów sprawia, że mimo dużej objętości, efektu "żyro" i masy toczydełek, Rudy potrafi się sprawnie wcisnąć w zakręt. W normalnym 29erze 450 milimetrowej długości rury łańcuchowe wzbudzają raczej niesmak. Tu jednak trzeba wziąć poprawkę na wysoką oponę, dlatego moim zdaniem można spokojnie porównać je do 435-440 w klasycznym rowerze. A wyobraźcie sobie, że Surly Krampus ma 5mm krótszy ogon.

Środek ciężkości wydaje się być delikatnie przesunięty do tyłu, co przypadło mi do gustu. Zmieniłbym jedną rzecz...za wąską dla mnie kierownicę. 650mm to mini-minimum. Parę centymetrów więcej i już dźwignia byłaby efektywniejsza a manewry ciut łatwiejsze, a skręty szybsze... no może poza slalomem między ciasnymi sosenkami. Jeśli wątpicie w moją ocenę, to pogadajcie z Arturem, który był zaskoczony zdolnościami manewrowymi tytanowej bestii, ale też wydłużyłby kierownik.

Jeszcze trochę was pomęczę...Zjazdy i podjazdy. Dawno tak się nie ubawiłem. Rudy Fat wspina się na szczyt własnych możliwości szybko i i jak prawdziwy czołg. Po raz kolejny doświadczamy mocy przyczepności, jaką gwarantują 3 calowe opony. Gdzie inni zsiadają, tam Rudy Fat nadal mozolnie ciągnie pod górę. Od rowerzysty wymagany jest jedynie prawidłowy balans ciałem równomierna praca nóg. Natomiast wyraźnie odczuwalną przeszkodą jest brak dwurzędowego mechanizmu korbowego i małej zębatki 22-26T. Bieżąca konfiguracja idealnie sprawdza się w miejskiej dżungli, na niezbyt ostrych podjazdach, lub gdy noga bardzo "podaje". Zdarza się jednak, że nawet najlepsza opona nie pomoże i trzeba rower przerzucić przez ramię. Tak czy siak, Rudy Fat jest przykładem stabilności i efektywności, gdy musimy targać tyłek pod górkę.

IMAG0285

Za każdym podjazdem musi być zjazd. Prawda stara jak świat. Rudy Fat, po raz kolejny zaskakuje sprawnością i po raz kolejny swą siłę pokazują potężne i mega sztywne koła. Na Fejsbuku jeden z czytelników zakwestionował brak amortyzatora. Moim zdaniem całkowicie niesłusznie, gdyż karbonowy widelec w połączeniu z naturalną sprężystością tak pojemnych opon, tworzą ciekawy duet, który bez problemu poradzi sobie na zboczach najeżonych niewielkimi kamieniami, korzeniami. Kluczowa jest ilość wiatru w obu kołach oraz próg strachu. Zbyt duże ciśnienie np 1.5 - 2 bary bardzo ograniczy zdolności amortyzujące. Z kolei okolice 0.5 bara będą przegięciem w drugą stronę. Dlatego ja polecam złoty środek 1.2 bara. A co do psychiki...Cóż, stabilność i trakcja, jaką oferują masywne 3 calowe gumy sprawia, że jeździec dość szybko adaptuje się do braku amortyzacji i równie szybko poznaje możliwości drzemiące w pancernej, tytanowo karbonowej konstrukcji. Krótko mówiąc - Rudy Fat każe pchać się tam, gdzie nas nie chcą. Z tego względu rowerzysta za jego sterami musi zachować zdrowy rozsądek, ograniczyć samo zachwyt i nie wpadać na ścieżki zarezerwowane dla zjazdowców. Tiaa, łatwiej powiedzieć niż zrobić...

P3238690 resize P3238689 resize
P3238610 resize P3238600  resize

Były ciasne skręty, strome podjazdy. Jednak naturalnym środowiskiem Rudego są nie tylko strome, górskie szlaki, lecz miejsca, gdzie kończy się ścieżka, a zaczyna surviwal. Błoto, piach i śnieg - esencja MTB w mazowieckim i bieszczadzkim wydaniu. Poezja. Wyobraźcie sobie taką sytuację wprost z Puszczy Kampinoskiej: resztki śniegu, wokół błoto po osie i mega rozlewiska - uroczysko. Zjechaliśmy z głównego szlaku, który zniknął gdzieś pod wodą. Niesamowite z jaką łatwością Rudy Fat przedziera się przez gęstą maź. Twoim zadaniem jest jedynie równo mielić korbami, Rudy Fat zrobi resztę. Każdy inny rower będzie walczył o przeżycie, podczas gdy mój tytanowy czołg brnął głębiej i głębiej, aby na sam koniec bezpiecznie wyjechać na twardy grunt. 

IMAG0235

Równie mocnym przeżyciem były piaszczyste wydmy. Gdy 5 lat temu zacząłem przygodę z 29erami, to właśnie ten atut był jednym z decydujących o przesiadce na duże koło. Ale dopiero bezpośredni kontakt z 29+ potrafi człowiekowi uzmysłowić jak potężną siłą dysponują szerokie opony pełno tłustych i pół-tłustych jednośladów. Rudy Fat bez kłopotu radzi sobie z kopnym piachem. Analogicznie jak z błotem - gdzie zwykła, cienka opona 29 traci przyczepność i staje w miejscu, to Surly Knard 29x3 ciągnie dalej wyrzucając jedynie piaskową kaskadę.

Kamienie, korzenie, uskoki - słowem techniczne sekcje, to przeważnie bułka z masłem, zwłaszcza, gdy za sterami tego tytanowego czołgu siedzi osoba z doświadczeniem MTB. Niesamowita jest łatwość, z jaką 29+ koła pokonują takie przeszkody. Często nie trzeba nawet podrywać przedniego lub tylnego koła. Wystarczy napierać do przodu, a efektywne 31 cali zrobi resztę. Obawę może budzić jedynie wytrzymałość karbonowego widelca Travers Prong na idiotyczne pomysły. Jednak podczas 30 dni katowania nie było choćby jednej reklamacji z jego strony. Dopracowana bestia.

Ok...nie ma też co tak gloryfikować. Każdy czołg da się pokonać. Nie inaczej jest w przypadku Rudego. Podczas jednego z weekendów wybraliśmy się na grząskie łąki w dolinie Wisły. Gęsty bieżnik błyskawicznie zakleił się glebą i trawą skutecznie obniżając zdolność bojową angielskiego tanka, zwłaszcza na podjazdach, gdzie tylne koło zaczynało boksować. Możecie sobie jedynie wyobrazić ile utyły tak zawalone ziemią koła. Na szczęście po wyjeździe na szutrową ścieżkę, Knardy równie szybko oczyściły się z niechcianej materii. Cierpieli jedynie koledzy jadący z tyłu. Niejako przy okazji warto poruszyć kwestię słynnej "półki na błoto", czyli prostokątnej wspawki usztywniającej węzeł suportu tuż przy podkowie. Otóż pragnę poinformować, że błoto tylko trochę zbierało się w tym miejscu - większość swobodnie przelatywała przez sporą przestrzeń między mufą a wspawką. Generalnie rama Rudy Fat oferuje sporo miejsca na gałęzie, błoto, kamienie - bez uszczerbku na jazdę. 

IMAG0265 IMAG0230

IMAG0249

Podsumowując. "Pure Fun". 30 dni z Rudim to całkowicie nowe doświadczenie, które przerodziło się dozgonną przyjaźń. Wbrew stereotypom Rudy Fat to naprawdę uniwersalny rower, czego wielokrotnie dowiódł. Urzeka płynnością z jaką atakuje i pokonuje przeszkody. Jest 'flow"! Micheal Travers prawidłowo dobrał jego geometrię, dzięki czemu większość manewrów nie wymaga nadludzkich umiejętności. Dobre wrażenia to także praca tytanowego szkieletu, który wespół z potężnymi kołami absorbuje część uderzeń, więc choćby dlatego  warto zastanowić się nad inwestycją w takiego potwora. Zwłaszcza zakup wydaje się sensowny dla osób, które rzadko biorą udział w klasycznych maratonach a preferują np imprezy MTBO, podczas których zawodnicy napierają w trupa bez względu na warunki i teren. Przy tak konkretnym sprzęcie nie mniej istotny jest dobór komponentów, aby nie tylko ładnie wyglądały na tle tytanowych rurek, lecz także dawały radę w ciężkim boju. W moim mniemaniu taką gwarancję dają jedynie pancerne toczydełka oraz węglowy sztuciec, zaś proponowane komponenty KCNC takie nie są i prędzej czy póżniej odmówią posłuszeństwa. Dlatego osobiście wolałbym mieć jeszcze te parę gram więcej, ale za to śmigać z przeświadczeniem udanego powrotu do domu. Poza tym, gdyby Rudy Fat należał do mnie, to niemal na pewno zamontowałbym napęd 2x10, a w przypadku 1x10 pojawiłaby się kasetowa koronka 42T oraz mniejszy wieniec zębaty z przodu.. Natomiast złego słowa nie powiem na temat zainstalowanego produktu Absolute Black. Łańcuch swobodnie zapinał się na specjalnie wyprofilowanych zębach i ani razu nie spadł. Zatem 1x10, 1x11 to jest to!

Na szczęście Travers Bikes to elastyczna firma i dostosowuje się do wymagań klienta. Jeśli zdecydujecie się na zakup gotowego roweru za conajmniej 2000 funtów, to możecie zarządać czegoś innego niż jest w domyślnym pakiecie. Warto zastanowić się na pewno nad ramą (1199GBP), i na jej fundamencie zbudować włane wymarzone 29+. Rudy Fat 29+ to sprzęt na lata, na poważne wyrypy na cały dzień albo kilka, zwłaszcza tam, gdzie kończy się szeroki szlak a zaczyna wąska ścieżka!

 

Tagi Travers Bikes, Michael Travers, Fat bike, 29+, rowery 29er, Rudy Fat, Half-fat tire, large wheels, titanium alloy, tytanowy fat bike, rama tytanowa